Nie da nas zielone zyski

W wyścigu o zyski z zielonej energetyki przegrywamy już nie tylko z takimi potentatami jak Niemcy, ale też z małymi państwami nadbałtyckimi. Litwa zaczęła właśnie sprzedawać swój prąd z wiatru na jednej z największych giełd energii w Europie

Publikacja: 11.01.2013 11:17

Nie da nas zielone zyski

Foto: Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek

W Polsce wciąż trwają przepychanki producentów zielonej energii z rządem; brakuje przepisów i rozwiązań wspomagających branżę; inwestorzy rezygnują ze swoich planów; zmieniają się prezesi stowarzyszeń. Generalnie chaos i zastój.

Tymczasem nasi mali sąsiedzi pozostawili Polskę daleko w tyle. Litwini sprzedają prąd z wiatru na giełdzie w Norwegii; Estończycy budują elektrownię zasilaną bateriami słonecznymi przy granicy z Łotwą. Prąd będzie kupować Łotwa. Projekt jest kluczowy dla zmiany opinii, że w tym północnym kraju jest zbyt mało słonecznych dni, by opłacało się inwestować w podobne elektrownie.

Łotewska firm energetyczna Latvenenergo już zapowiedziała, że do 2020 r. ceny rynkowe na prąd się nie zmienią. Podobnie dla republik nadbałtyckich prognozują eksperci norweskiej giełdy energii Nord Pool.

Na prąd z wiatru stawią mocno Niemcy. W 2011 r. wydali na nowe wiatrownie 41,2 mld dol., to drugi wynik na świecie po Chinach. Ale w Państwie Środka zieloną energetykę finansuje państwo.

Niemcy są też liderami małych, lokalnych inwestycji w ekologiczną energię. Małe spalarnie, biogazownie, wiatrownie zasilają niemieckie farmy, wsie i miasteczka coraz powszechniej. U naszych zachodnich sąsiadów już 21 proc. prądu pochodzi ze źródeł odnawialnych. Najwięcej dają wiatraki (prawie 10 proc. w bilansie energetycznym kraju). Za 35 lat ma to był już imponujące 80 proc.

Tymczasem Polska wlecze się w ogonie zielonej energetyki i to nie dlatego, by nie było u nas chętnych na małe elektrownie wiatrowe, wodne czy na biopaliwo. Znam wielu właścicieli wiejskich pensjonatów, stadnin czy gospodarstw, którzy chętnie zasilaliby swój biznes takimi obiektami.

Ale nie chcą w to wchodzić przerażeni buszem niespójnych, wrogich przepisów; koniecznością odsprzedaży prądu energetycznym gigantom, narzucającym swoje ceny nie mające nic wspólnego z rynkiem. Do tego dochodzi biurokracja i brak zachęt oraz dostępnego łatwo kredytowania, by małe siłownie odnawialne powstawały u nas jak grzyby po deszczu.

W tym tunelu nie dostrzegam światła, bo - podobnie jak z łupkami - rządzący dużo gadają, a niewiele robią. Efekt będzie widoczny już niedługo: inwestorzy jeden po drugim spakują się i wyniosą do Estonii czy Litwy, a my pozostaniemy z drogim węglem i ręką w nocniku.

I nawet nie ma gwarancji, że w tym wypadku Polak będzie mądry po szkodzie.

W Polsce wciąż trwają przepychanki producentów zielonej energii z rządem; brakuje przepisów i rozwiązań wspomagających branżę; inwestorzy rezygnują ze swoich planów; zmieniają się prezesi stowarzyszeń. Generalnie chaos i zastój.

Tymczasem nasi mali sąsiedzi pozostawili Polskę daleko w tyle. Litwini sprzedają prąd z wiatru na giełdzie w Norwegii; Estończycy budują elektrownię zasilaną bateriami słonecznymi przy granicy z Łotwą. Prąd będzie kupować Łotwa. Projekt jest kluczowy dla zmiany opinii, że w tym północnym kraju jest zbyt mało słonecznych dni, by opłacało się inwestować w podobne elektrownie.

Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą