Zaostrzający się konflikt między Iranem a USA powoduje coraz większe rozchwianie rynku ropy. Czy powinniśmy się przygotować na wzrost ceny do 200 dol. za baryłkę?
Adam Czyżewski: Rynki rozważają dwa scenariusze. Jest liczna grupa inwestorów oczekujących, że cena wzrośnie z powodu konfliktu z Iranem, ale są też tacy, którzy nie wykluczają spadku cen. Na razie groźba całkowitej blokady cieśniny Ormuz to jedynie czynnik ryzyka, przy czym jest mało prawdopodobne, że się zrealizuje, bo nikomu na tym nie zależy.
Mówił pan, że rynek prognozuje dwa scenariusze?
Są analitycy, którzy prognozują, że problemy strefy euro doprowadzą do spadku cen nawet w okolice 50 dol. za baryłkę, więc wielu inwestorów zabezpiecza się przed spadkiem cen ropy. Dwa czynniki, nazwijmy je umownie irańskim i europejskim, bilansują presję na zwyżki i spadki. Nie możemy przy tym zapominać, że oba czynniki są wyceniane przez analityków jako elementy długotrwałe, a to oznacza, że w nadchodzącym roku ceny będą bardzo podatne na zmiany.
Jak duże mogą być zmiany?
Wychylenia nie powinny być poważne, bo na rynku gra się zarówno na zwyżki jak i na spadki, i wypadkową jest stan chwiejnej równowagi. W horyzoncie roku raczej obstawiałbym spadki. Średnia roczna cena baryłki powinna się znaleźć w przedziale od 100 do 110 dolarów.
A jaka cena baryłki ropy jest najkorzystniejsza dla Orlenu?
Wbrew obiegowym opiniom dla Orlenu najbardziej korzystne jest, gdy ropa jest tania. Najlepsza sytuacja dla firmy paliwowej jest wtedy, gdy rafineria pracuje na 100 proc. mocy, sprzedajemy całą produkcję, mamy dobrą marżę, a końcowa cena paliwa też nie jest wysoka. Z kolei warunkiem uzyskania niskiej ceny paliwa w kraju jest niska cena ropy oraz mocny złoty.
Pod względem cen paliwa jesteśmy wciąż trzecim najtańszym krajem w Unii Europejskiej
Problemy w strefie euro wpływają na kondycję złotego. Obstawia pan w tym roku spadek czy wzrost kursu naszej waluty?
Średnia wieloletnia, odkąd nasza waluta została upłynniona, wynosi 4 zł za euro, teraz jest to ponad 4,40 zł, więc możemy mówić o co najmniej 10-proc. niedoszacowaniu złotego wywołanym przez czynniki zewnętrzne. Złoty powinien się umacniać, a przynajmniej nie osłabiać, ale to będzie zależało od sytuacji w strefie euro.
Od 1 stycznia wzrosła stawka podatku akcyzowego na olej napędowy. Kiedy możemy się spodziewać wzrostu cen na stacjach?
O cenie, w ostatecznym rozrachunku, decyduje nabywca. Jeśli cena jest zbyt wysoka – przestaje kupować. Dlatego Orlen zawsze stara się nie przerzucać wzrostu opłat czy podatków na konsumenta. Ceny w Polsce są od wielu miesięcy jednymi z najniższych w Europie. Dziś, czyli już po podwyżce akcyzy, jesteśmy pod względem cen paliwa trzecim najtańszym krajem w Unii.
A co pan sądzi o przepisach Komisji Europejskej, które wymuszą ujednolicenie cen paliw na europejskich rynkach?
To zupełnie naturalne, że KE dąży do tego, by podatki od paliw były podobne na całym obszarze UE. Oczywiście my chcielibyśmy mieć jak najtańsze paliwo, ale naszym sąsiadom z krajów UE nie odpowiada to, że dzięki niższym podatkom jesteśmy bardziej konkurencyjni.
Czy możemy prognozować wielkość popytu na olej napędowy na ten rok?
Prognozując sprzedaż oleju napędowego, trzeba brać pod uwagę przewidywany wzrost PKB, bo to aktywność gospodarcza i transport wpływają głównie na popyt. Natomiast do prognozowania sprzedaży benzyn bierze się pod uwagę liczbę samochodów. A samochodów na polskim rynku nie przybywa, dlatego sprzedaż benzyn maleje. Dynamika sprzedaży diesla jest z kolei dobra, bo mamy nadal wysoki wzrost gospodarczy.
A co z cenami paliw w 2012 r.?
Sytuacja na rynku jest zbyt niestabilna, żeby móc odpowiedzialnie prognozować konkretne poziomy cen. Poza tym cena to też w pewnym stopniu pojęcie względne. Okazuje się, że mając samochód spalający 8l/100 km, obecnie za przeciętne wynagrodzenie (w przemyśle jest to około 3600 zł brutto – red.) możemy przejechać o 1000 km więcej niż za średnią pensję pięć lat temu. Pomimo zawirowań na rynku nasze dochody rosną szybciej niż ceny paliwa.
CV
Adam B. Czyżewski jest głównym ekonomistą w PKN Orlen od listopada 2007 r. Zajmuje się perspektywami światowej gospodarki oraz sektora energii. Wcześniej kierował m.in. badaniami makroekonomicznymi i prognozowaniem inflacji w NBP, był ekonomistą w Banku Światowym. Studiował ekonometrię na Uniwersytecie Łódzkim oraz na Uniwersytecie Stanforda w USA.