W tym roku znacznie wzrosną fundusze pomocowe przeznaczone na gospodarkę odpadami. Powodem jest tzw. rewolucja śmieciowa, która obliguje gminy do przejęcia od przyszłego roku odpowiedzialności za zbieranie i unieszkodliwianie odpadów komunalnych. Do połowy tego roku samorządy muszą stworzyć plany, jak zamierzają się z tego wywiązać.
Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na wsparcie „rewolucji odpadowej" przeznacza 0,5 mld zł. To pieniądze m.in. na organizację zbiórki i segregacji odpadów, zamykanie składowisk, szkolenia. Ponadto fundusz planuje udzielić samorządom na inwestycje pożyczek o wartości 1,1 mld zł – trzy razy więcej niż rok temu.
Pieniądze są potrzebne zwłaszcza gminom, które zaczynają budowę spalarni odpadów. W pięciu miastach trwają przetargi o łącznej wartości 3 mld zł. O te kontrakty walczą firmy budowlane: PBG, Rafako, Mostostal?Warszawa, Budimex i Polimex-Mostostal. To dopiero początek, bo NFOŚiGW podpisał w sumie 15 umów dofinansowania z funduszy unijnych zakładów termicznego i mechaniczno-biologicznego oczyszczania odpadów.
Z 5 mld zł, jakie Unia Europejska dała nam na gospodarkę odpadami, do wypłaty została jeszcze połowa. – Nasze wsparcie obejmie również niezbędne przedsięwzięcia, które nie mogą liczyć na zastrzyk z Unii – mówi Małgorzata Skucha, zastępca prezesa NFOŚiGW.
Fundusz uruchomi nowy program zagospodarowania osadów ściekowych w sposób inny niż składowanie o budżecie 400 mln zł. Za te pieniądze zostaną wybudowane m.in. nowe spalarnie osadów. Może ich powstać nawet setka, bo od przyszłego roku osadów nie będzie można wywozić na składowiska.
– W Hiszpanii połowa oczyszczalni ścieków ma suszarnie i spalarnie osadów, u nas takich instalacji jest zaledwie kilkanaście – wskazuje Wojciech Pietraszak, prezes firmy PPEKO, specjalizującej się w instalacjach ochrony środowiska.
Koszt budowy spalarni osadów wynosi kilkadziesiąt milionów złotych, choć są też projekty większe. Spółka Wodno-Ściekowa GWDA z Piły planuje inwestycję za 246 mln zł.
Rynek odpadów komunalnych jest wyceniany na około 5 mld zł. Szacuje się, że w przyszłym roku jego wartość wzrośnie o 20 proc., bo tyle śmieci teraz „znika" z rynku.
Według raportu Ernst & Young różnica między ilością odpadów wytworzonych i zagospodarowanych wynosi 2 mln ton. Taka ilość prawdopodobnie trafia do lasów albo jest spalana w domach. – Selektywna zbiórka odpadów kuleje, jedynym rozwiązaniem, by szybko ograniczyć ilość odpadów, jest budowa spalarni – ocenia Aleksander Gabryś z E&Y.
Bruksela wymaga ograniczenia składowania odpadów biodegradowalnych i zamknięcia składowisk, które nie spełniają norm. Polsce grożą kary za zbyt małe postępy w realizowaniu tych celów.