O przyszłości polskiego projektu atomowego rozmawiali wczoraj uczestnicy debaty zorganizowanej przez PAP.

Aleksander Grad, kierujący PGE Energia Jądrowa, spółką celową powołaną do realizacji tego projektu, podkreślał, jak istotne jest znaczenie programu energetyki jądrowej, który musi przyjąć rząd. – Dotyczy on nie tylko spraw ważnych dla inwestora, ale również reguluje kwestie dotyczące całego otoczenia projektu – mówił. Poparł go Dariusz Lubera, prezes Tauronu. – Bez jasno postawionych założeń tego modelu i decyzji, czy ten projekt rzeczywiście powstanie, trudno o dalsze prace – mówił. Zwrócił uwagę, że Tauron energetyką jądrową jest zainteresowany od dłuższego czasu. – Już wcześniej wpisaliśmy w strategii budowanie kompetencji w dziedzinie energetyki jądrowej. I to Tauron podjął inicjatywę, by w przygotowaniach do budowy elektrowni jądrowej oprócz PGE udział brały również inne polskie spółki – wyjaśniał.

do 55 mld zł może kosztować, według szacunków rządowych, budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

Szef Narodowego Centrum Badań Jądrowych prof. Grzegorz Wrochna zwrócił uwagę, że nie chodzi obecnie o to, by państwo dokładało do projektu jądrowego. Wyjaśnił też, że decyzja kierunkowa co do rozwoju technologii w Polsce została już podjęta: rząd przyjął bowiem politykę energetyczną kraju do 2030 r., w której atom jest jednym ze sposobów na dywersyfikację źródeł, z których czerpiemy energię.

Również zewnętrzni inwestorzy uważają, że Polska powinna rozwijać się w tym kierunku. – W zoptymalizowanym miksie energetycznym jest miejsce dla elektrowni jądrowej – powiedział Grzegorz Górski, prezes GDF Suez Energia Polska. Reprezentowany przez niego koncern zadeklarował gotowość współpracy przy realizacji projektu.

Rzecz w tym, że premier Donald Tusk nie wyklucza opóźnień w rozwoju technologii w Polsce. – Nie wykluczam, że miejsce dla energetyki jądrowej znajdzie się w polskim miksie energetycznym, ale w perspektywie odleglejszej, niż planowaliśmy – mówił szef rządu w II poł. czerwca.