Prezes Clariant: Przemysł potrzebuje przyjaznych cen energii

Sojusze Unii Europejskiej w sektorze energii to krok w dobrą stronę. Musimy wspólnie zadbać, by koszty energii były przyjazne przedsiębiorcom – mówi Hariolf Kottmann, prezes szwajcarskiej spółki chemicznej Clariant.

Publikacja: 05.06.2014 05:00

Prezes Clariant: Przemysł potrzebuje przyjaznych cen energii

Foto: materiały prasowe

Rz: Clariant ma w Polsce trzy fabryki, w tym otwarty niedawno w Konstantynowie Łódzkim nakładem 38 mln zł zakład produkcji barwników dla branży tworzyw sztucznych. Co skłoniło was do inwestycji w naszym kraju? Niskie koszty pracy?

Powodów jest wiele. Jednym z nich jest usytuowanie Polski na mapie – w centrum Europy Środkowo-Wschodniej, co daje nam doskonałą bazę wypadową na inne kraje. Koncentraty barwiące z nowej fabryki będą trafiały również do krajów bałtyckich, Rumunii, Chorwacji czy Słowenii. W tej branży bardzo ważny jest czas dostawy, dlatego tak istotna jest lokalizacja zakładu. Oczywiście, niskie koszty pracy również miały ?tu swoje znaczenie, ale nie jest to już obecnie tak ważny czynnik jak jeszcze ?kilka lat temu. Równie istotny jest dostęp do dobrej infrastruktury, do wykształconej kadry pracowników, a jeszcze ważniejsze są ceny energii.

Według The Boston Consulting Group ceny energii elektrycznej w Polsce ?w ostatnim 10-leciu wzrosły ?o ponad 90 proc. To chyba nie zachęca do inwestowania.

Proszę mi wierzyć, że jeszcze bardziej dotkliwe podwyżki cen prądu miały ostatnio miejsce w Niemczech. Działamy na tym rynku i widzimy, dokąd prowadzi niemiecka polityka. Podjęcie emocjonalnej decyzji o wycofaniu się ?z energetyki jądrowej spowodowało ogromne zmiany na rynku energii ?i silny wzrost cen. Dziś koszty energii są tam już wyższe niż koszty pracy. Wiele niemieckich rodzin wkrótce nie będzie w stanie opłacić rachunków za prąd. W efekcie spółki energetyczne będą rekompensować sobie te straty na przemyśle. To dopiero nie zachęca do inwestowania.

Zaostrzenie polityki klimatycznej w Unii Europejskiej może jeszcze silniej hamować rozwój przemysłu. Spółkom chemicznym będzie się ?w ogóle opłacało produkować w Europie?

Unijni politycy muszą sobie wreszcie uzmysłowić, że chemia jest i będzie obecna niemal w każdym aspekcie naszego życia. Ludzie łatwo dziś krytykują przemysł chemiczny, ale zapominają o tym, jak bardzo zmieniła się ta branża w ciągu ostatnich 25–30 lat i jak wiele uwagi poświęca obecnie ochronie środowiska. Nie sądzę, żeby jakakolwiek polityka klimatyczna była w stanie wyrzucić branżę chemiczną poza granice UE, bo przemysł nie ma dziś problemów z wypełnianiem zobowiązań, jakie nakładają na nas politycy. Z uwagą przyglądam się natomiast temu, czy w Europie uda się wydobyć na skalę przemysłową gaz łupkowy. Rewolucja łupkowa w USA już zmieniła realia funkcjonowania branży chemicznej na świecie. Większa dywersyfikacja dostaw gazu w Europie też przyniosłaby naszej branży same korzyści.

Dostępność gazu i ropy w rozsądnej cenie to być albo nie być firm chemicznych. Obawia się pan, że konflikt na Wschodzie może skutkować problemami w dostawach surowców do Europy?

Nie jestem politykiem, ale zawsze uważałem, że błędem jest tak silne uzależnianie się od Rosji w kwestiach surowcowych. Polityka Putina w ostatnich miesiącach pokazała wyraźnie, że nie warto wsadzać wszystkich jajek do jednego koszyka. Dlatego powinniśmy interesować się wydobyciem gazu łupkowego na naszym podwórku, choć na razie prace nie idą tak szybko, jak byśmy chcieli.

A forsowana przez Polskę idea budowy wspólnego rynku energii poprawiłaby sytuację?

Jestem Niemcem, ale i Europejczykiem, i jestem przekonany, że wspólne sojusze UE w sektorze energii to krok w dobrą stronę. Musimy wspólnie zadbać o to, by koszty energii były przyjazne przedsiębiorcom, by podnosiły konkurencyjność naszego przemysłu. To daje bowiem szansę na rozwój gospodarczy całego regionu.

Polskie firmy chemiczne obawiają się, że utracą konkurencyjność po otwarciu rynku na amerykańskie produkty po podpisaniu umowy o wolnym handlu między USA a UE. Mają rację?

Wszystko zależy od warunków negocjowanej właśnie umowy, a tych niestety nie znamy. W mojej ocenie do zawarcia tego porozumienia nie dojdzie szybko, potrzeba na to wiele lat. Szwajcarscy politycy na przykład obawiają się o konkurencyjność swojego rolnictwa, które jest tam mocno subsydiowane. Takich obszarów trudnych do negocjacji jest bardzo dużo.

Planujecie kolejne inwestycje w Polsce?

Cały czas obserwujemy ten rynek i z pewnością nie chcemy się w tym przypadku skupiać tylko na produkcji barwników. W Gdańsku wytwarzamy też produkty na bazie bentonitu na potrzeby odlewni i branży budowlanej. Nie planujemy co prawda w najbliższym czasie większych inwestycji czy przejęć w Polsce, ale nie wykluczamy mniejszych akwizycji. Chodzi o firmy o rocznych obrotach rzędu 10–50 mln franków, które umocniłyby nas pod względem nowych technologii.

Clariant mógłby zaangażować się w budowę instalacji petrochemicznej w Polsce? Nie jest tajemnicą, że główni inwestorzy: Lotos i Grupa Azoty, szukają kolejnych chętnych do projektu wartego 12 mld zł.

Nam taka instalacja nie jest potrzebna. Wyroby, które będą powstawać w tym zakładzie, stanowią tylko niewielką część potrzebnych nam surowców. Potencjalnie moglibyśmy być zainteresowani jedynie tlenkiem etylenu, ale tylko wówczas, gdybyśmy zdecydowali się na ekspansję sprzedażową naszych produktów dalej na Wschód. Dla Polski natomiast to może być istotna inwestycja, bo zapewni dostęp do surowców petrochemicznych lokalnym zakładom. My natomiast nie będziemy angażować się w ten projekt.

CV

Hariolf Kottmann uzyskał doktorat z chemii organicznej na Uniwersytecie w Stuttgarcie. Swoją karierę rozpoczął w 1985 r. w niemieckiej firmie chemicznej Hoechst. W 2008 r. stanął na czele szwajcarskiej spółki Clariant, która zatrudnia dziś 18 tys. pracowników, a jej roczna sprzedaż przekracza 6 mld franków.

Rz: Clariant ma w Polsce trzy fabryki, w tym otwarty niedawno w Konstantynowie Łódzkim nakładem 38 mln zł zakład produkcji barwników dla branży tworzyw sztucznych. Co skłoniło was do inwestycji w naszym kraju? Niskie koszty pracy?

Powodów jest wiele. Jednym z nich jest usytuowanie Polski na mapie – w centrum Europy Środkowo-Wschodniej, co daje nam doskonałą bazę wypadową na inne kraje. Koncentraty barwiące z nowej fabryki będą trafiały również do krajów bałtyckich, Rumunii, Chorwacji czy Słowenii. W tej branży bardzo ważny jest czas dostawy, dlatego tak istotna jest lokalizacja zakładu. Oczywiście, niskie koszty pracy również miały ?tu swoje znaczenie, ale nie jest to już obecnie tak ważny czynnik jak jeszcze ?kilka lat temu. Równie istotny jest dostęp do dobrej infrastruktury, do wykształconej kadry pracowników, a jeszcze ważniejsze są ceny energii.

Pozostało 84% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie