Polacy dopłacą do energii z atomu

Ogromne koszty budowy elektrowni jądrowej, które wyniosą ?od 40 do 60 mld zł, Polska Grupa Energetyczna może przerzucić na swoich klientów.

Publikacja: 02.10.2014 08:21

Polacy dopłacą do energii z atomu

Polacy dopłacą do energii z atomu

Foto: Bloomberg

– Gdyby dziś miała powstać w Polsce elektrownia jądrowa, to obecne ceny hurtowe energii na poziomie 175 zł za 1 MWh nie starczyłyby na spłatę zainwestowanego kapitału. A nadpodaż energii jądrowej na rynku wpłynęłaby jeszcze na obniżenie cen hurtowych – twierdzi Piotr Dzięciołowski z DM Citi Handlowego.

Dlatego lider polskiego projektu jądrowego, czyli Polska Grupa Energetyczna, już szuka optymalnego modelu finansowania budowy pierwszego reaktora. A szacowany koszt jego budowy waha się między 40 mld zł a 60 mld zł. Z pewnością nie wystarczą na to środki ani samej PGE, ani też jej krajowych partnerów: Taurona, Enei i KGHM. Projekt ma częściowo wesprzeć poszukiwany dziś wśród zachodnich koncernów partner strategiczny.

Potrzebne wsparcie państwa

Jednak samo wybudowanie reaktora to dopiero połowa sukcesu. Potrzebne jest także wsparcie państwa na etapie produkcji. W środę portal Gramwzielone.pl, powołując się na wypowiedzi szefa departamentu energetyki jądrowej w PGE Marcina Cieplińskiego, podał, że spółka nie wyklucza przerzucenia kosztów realizacji tego projektu na odbiorców końcowych w rachunkach.

– Budowa elektrowni jądrowej to kwestia bezpieczeństwa energetycznego, za które muszą zapłacić wszyscy odbiorcy energii w Polsce. Koszt ten może zostać uwzględniony w rachunkach za energię – mówił Ciepliński.

Nie wiadomo, jaka miałaby być formuła takiego wsparcia. Maciej Szczepaniuk, rzecznik grupy PGE, wskazuje z kolei system tzw. kontraktów różnicowych, których formuła będzie musiała być dostosowana do specyfiki naszego rynku. ?– Celem polskiego projektu jądrowego jest zapewnienie przewidywalnej ceny energii, która powinna być uzasadniona ekonomicznie dla inwestorów, ale też możliwa do zaakceptowania przez odbiorców – uzasadnia Szczepaniuk. O wprowadzeniu kontraktów różnicowych w życie wkrótce zadecyduje Komisja Europejska. PGE uważnie to obserwuje, bo model ten może być zastosowany także w innych krajach UE, w tym w Polsce.

Szczepaniuk zapewnia jednocześnie, że choć PGE analizuje obecnie różne modele finansowania inwestycji, to na obecnym etapie mają one wyłącznie wewnętrzny charakter i nie są przedmiotem konsultacji zewnętrznych np. z rządem.

Wyznacznikiem brytyjskie kontrakty

Analitycy przychylnie patrzą na kontrakty różnicowe, które przy odpowiednio wysokiej cenie gwarantowanej przez rząd mogłyby sprawić, że projekt będzie opłacalny. Część rekompensaty wynikającej z kontraktu różnicowego też byłaby w takim przypadku uwzględniana w rachunkach w ramach podwyższonej taryfy, chociaż nie widniałaby jako osobna pozycja. – Na razie jednak przedwczesne byłoby szacowanie wartości kontraktu różnicowego, jest to bowiem nierozłącznie związane z wielkością i terminem inwestycji w elektrownię jądrową, których nie znamy – zaznacza Dzięciołowski.

Jego powściągliwość tłumaczy też fakt, że ostateczna decyzja o budowie reaktora jądrowego jeszcze nie zapadła. – Dziś działania rządu skupiają się raczej na ratowaniu kopalń. W przypadku realizacji projektu elektrowni jądrowej oraz rozwoju energetyki z odnawialnych źródeł znaczna część polskich kopalń węgla musiałaby zostać zamknięta – wskazuje analityk DM Citi Handlowego.

Także Paweł Puchalski, szef działu analiz giełdowych DM BZ WBK, uważa, że w przypadku polskiego projektu rozmowy o opłacalności są mocno przedwczesne. Ze względu na odległy termin realizacji inwestycji nie uwzględnia nawet atomowej inwestycji w swoich wycenach. Jego zdaniem jako benchmark dla nas należy jednak traktować wyznaczoną w kontraktach brytyjskich cenę za produkcję 1 MWh na poziomie 92,5 funta, bo tylko na Wyspach planuje się dziś budowę reaktora. W przeliczeniu daje to ponad 496 zł. A to prawie trzykrotnie więcej, niż wynosi dziś koszt zakupu energii w hurcie.

Ale po stronie niewiadomych Puchalski umieszcza nie tylko system wsparcia dla inwestycji, lecz także koszt paliwa nuklearnego w perspektywie kolejnych kilku lat. Ostateczna decyzja o budowie polskiego bloku jądrowego ma bowiem zostać podjęta dopiero w 2017 r., a jego budowa miałaby się zacząć około 2020 r. Cztery lata później energia z atomu miałaby popłynąć do polskich domów. – Nie wierzę, by PGE udało się zbudować reaktor zgodnie z harmonogramem. Przykłady światowe wskazują też, że takie projekty generują znacząco większe niż prognozowane wstępnie koszty inwestycyjne – twierdzi Puchalski. Budżet całego projektu szacuje na 120 mld zł przy założeniu, że powstaną dwa reaktory po 3 GW.

Wielka Brytania

Wkrótce ważna decyzja

W najbliższych tygodniach Komisja Europejska podejmie decyzję o zakresie dopuszczalnej pomocy dla projektów jądrowych. Oczy całej Europy, w tym polskiego PGE, skierowane są dziś na brytyjski Hinkley Point C. Wydana w jego sprawie decyzja ma się stać precedensem wyznaczającym ramy wsparcia dla innych tego typu inwestycji. Postępowanie KE w sprawie projektu z Wielkiej Brytanii, które trwa od grudnia zeszłego roku, od początku budzi kontrowersje. KE już we wstępnym raporcie w styczniu br. stwierdziła, że całkowite koszty pomocy udzielonej projektowi przez tamtejszych konsumentów mogą przekroczyć 17 mld funtów. Tymczasem koszt budowy elektrowni to ok. 16 mld funtów. W ramach uzgodnionego w październiku 2013 r. kontraktu pomiędzy rządem brytyjskim a EDF projekt Hinkley Point C ma otrzymać gwarantowaną minimalną cenę wyprodukowanej energii na poziomie 92,5 funta za MWh, czyli dwukrotnie więcej niż obecne ceny na tamtejszym rynku hurtowym. Pomoc ta ma obowiązywać przez 35 lat od uruchomienia elektrowni. Rząd zgodził się też udzielić inwestorowi gwarancji w wysokości 10 mld funtów.

Opinia dla „Rz"

Eligiusz Krześniak partner w kancelarii Squire Patton Boggs Święcicki Krześniak

Uwzględnienie kosztów budowy pierwszej polskiej elektrowni jądrowej w rachunkach dla odbiorców końcowych byłoby równoznaczne z przerzuceniem ciężaru inwestycji na odbiorców energii. Oznaczałoby to wprowadzenie następnego parapodatku na przedsiębiorców i konsumentów. Być może warto to zrobić, biorąc pod uwagę konieczność zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Trzeba jednocześnie zauważyć, że KE do tej pory nie dała zielonego światła na kontrakty różnicowe w Wielkiej Brytanii, w którym to modelu państwo chce gwarantować inwestorowi stałą cenę przez 35 lat, a gdy ta przekroczy poziom minimalny, nadwyżka ma być wpłacana do budżetu.

– Gdyby dziś miała powstać w Polsce elektrownia jądrowa, to obecne ceny hurtowe energii na poziomie 175 zł za 1 MWh nie starczyłyby na spłatę zainwestowanego kapitału. A nadpodaż energii jądrowej na rynku wpłynęłaby jeszcze na obniżenie cen hurtowych – twierdzi Piotr Dzięciołowski z DM Citi Handlowego.

Dlatego lider polskiego projektu jądrowego, czyli Polska Grupa Energetyczna, już szuka optymalnego modelu finansowania budowy pierwszego reaktora. A szacowany koszt jego budowy waha się między 40 mld zł a 60 mld zł. Z pewnością nie wystarczą na to środki ani samej PGE, ani też jej krajowych partnerów: Taurona, Enei i KGHM. Projekt ma częściowo wesprzeć poszukiwany dziś wśród zachodnich koncernów partner strategiczny.

Pozostało 88% artykułu
Energetyka
Energetyka trafia w ręce PSL, zaś były prezes URE może doradzać premierowi
Energetyka
Przyszły rząd odkrywa karty w energetyce
Energetyka
Dziennikarz „Rzeczpospolitej” i „Parkietu” najlepszym dziennikarzem w branży energetycznej
Energetyka
Niemieckie domy czeka rewolucja. Rząd w Berlinie decyduje się na radykalny zakaz
Energetyka
Famur o próbie wrogiego przejęcia: Rosyjska firma skazana na straty, kazachska nie
Energetyka
Rosyjski szantaż w Famurze. Chcą odkupić udziały warte 70 mln zł za 1 tys. euro