Kanclerz Friedrich Merz poinformował ostatnio podczas konferencji we Frankfurcie, organizowanej przez „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, że jeśli kryzys na Bliskim Wschodzie będzie się przeciągał, konieczne może okazać się przedłużenie pracy niemieckich elektrowni węglowych względem pierwotnych planów.
– Możliwe, że będziemy musieli utrzymać nasze elektrownie węglowe w ruchu dłużej – powiedział. – Nie jestem gotów ryzykować podstaw naszego zaopatrzenia w energię tylko dlatego, że zgodziliśmy się na pewne terminy kilka lat temu – dodał. Argumentował, że bezpieczeństwo dostaw energii jest priorytetem.
Dotychczas zakładano, że ostatnie elektrownie węglowe zostaną zamknięte do 2038 r., choć wcześniej mówiło się też o terminie wcześniejszym, czyli 2030 r. Decyzja o wyłączeniu elektrowni węglowych należy do Federalnej Agencji Sieci (BNetzA). Regulator może nakazać operatorom elektrowni utrzymywanie jednostek w ruchu bądź w rezerwie, by zapewnić odpowiednią dostępność mocy.
Przemysł kontra Zieloni
Za utrzymaniem jednostek węglowych opowiadają się przedstawiciele niemieckiego przemysłu. Protestuje natomiast Partia Zielonych. Jej przedstawiciele utrzymują, że wycofywanie się z węgla będzie „napędzane przez siły rynkowe”. Zieloni uważają, że powinny odbyć się aukcje na dostawy energii z elektrowni gazowych, połączone z rozwojem magazynów energii.
Niemcy pozostają jednym z liderów, jeśli chodzi o rozwój odnawialnych źródeł energii. Celem największej gospodarki Europy był 80-proc. udział w miksie zielonej energii już w 2030 r. Zakładano dojście do neutralności klimatycznej do 2045 r.
Od 2000 r. udział w produkcji energii z wiatru i słońca wzrósł z mniej niż 2 proc. do blisko 45 proc. w 2025 r. Największy udział spośród OZE miał wiatr (27 proc.), na kolejnej pozycji znalazła się energia słoneczna (18 proc.). Jak podaje think tank Ember, w minionym roku Niemcy wyprodukowały więcej energii elektrycznej z wiatru i słońca niż jakikolwiek inny kraj unijny, odpowiadając za jedną czwartą produkcji całej UE z tych dwóch źródeł.
W ciągu ostatnich 25 lat udział węgla w miksie spadł z 52 proc. do 21 proc., a gazu wzrósł z 8,7 proc. do 16,6 proc. Emisje spadły do blisko 165 mln ton CO2 z ponad 326 mln ton w 2000 r..
Łagodniejsze podejście do zielonych celów
Niemiecki kanclerz zobowiązał się do dalszego rozwoju OZE, choć zastrzegł, że będą one potrzebowały stabilizacji w postaci elektrowni gazowych. Wykluczył jednocześnie powrót w najbliższej przyszłości do atomu.
Choć rząd Merza zobowiązał się do przestrzegania krajowych celów klimatycznych, zdecydował się w ostatnim czasie złagodzić podejście w niektórych kwestiach. Wzywał na przykład Unię Europejską do rezygnacji z planowanego zakazu aut spalinowych po 2035 r., by uniknąć kryzysu gospodarczego i masowych zwolnień pracowników. Zaznaczał, że to nie politycy, ale przemysł powinien decydować, które technologie pozwolą osiągnąć neutralność klimatyczną na przestrzeni lat.
Koalicja tworząca rząd Friedricha Merza zgodziła się też m.in. na złagodzenie przepisów dla właścicieli domów wymieniających systemy grzewcze. Wcześniejsze przepisy mówiły o obowiązku 65 proc. minimalnego udziału energii odnawialnej w nowych systemach, co uniemożliwiało instalowanie kotłów na olej czy gaz. Wcześniejsze regulacje miały sprzyjać popularyzacji pomp ciepła, które były zresztą dotowane przez rząd. Dotacje wciąż obowiązują.