Timmermans: Polska musi zrobić więcej, ale będzie miała więcej pieniędzy

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans odpowiedzialny za wdrożenie Europejskiego Zielonego Ładu.

Publikacja: 26.11.2020 20:00

materiały prasowe

materiały prasowe

Foto: materiały prasowe

Komisja Europejska przedstawiła Zielony Ład na kilka miesięcy przed wybuchem pandemii. Na ile kryzys gospodarczy wywołany tym wydarzeniem zmienia wasze podejście do planu klimatycznej i zielonej transformacji?

Widzimy, że musimy działać szybciej w niektórych dziedzinach. To dlatego już teraz zaproponowaliśmy program fali renowacji w budownictwie, który pokazuje, jak chcemy połączyć długoterminową konieczność obniżania emisji z pilną koniecznością tworzenia miejsc pracy i tworzenia okazji biznesowych. Z tego też powodu pracujemy teraz nad zwiększeniem impulsu inwestycyjnego w infrastrukturze ładowania dla pojazdów elektrycznych czy w strategii wodorowej. Da to miejsca pracy, których nie da się przenieść gdzie indziej. Myślę, że kryzys w ogóle przyniósł to poczucie pilności działań, także w myśleniu firm. Teraz stoją przed pilną potrzebą zmian, dokonania inwestycji. A Zielony Ład oferuje im możliwość zrobienia tego we właściwy sposób.

Wspomniał pan o programie renowacji. To pierwszy tak wyraźny przejaw klimatycznych ambicji Unii, który dotknie bezpośrednio ludzi. Do tej pory nakładaliście obowiązki na przemysł, ludzie pośrednio widzieli tego skutki. Teraz odczują je bezpośrednio, będą musieli zmienić sposób, w jaki mieszkają. Nie boi się pan, że poza pozytywnymi krótkoterminowymi efektami w postaci miejsc pracy mogą się pojawić te negatywne?

Każdy polityk, który ma poczucie odpowiedzialności, musi uświadomić obywatelom, że czy coś zrobimy, czy tego nie robimy, to zmiany są nieuniknione. Jak nic nie zrobimy, to temperatura nie przestanie rosnąć i wtedy będziemy mieli więcej gwałtownych zjawisk pogodowych, huraganów czy suszy. Nie ma opcji pozostawienia rzeczy takimi, jakimi są w tej chwili. Na pewno będą zmiany, pytanie, czy chcemy biernie się temu przyglądać, czy też nad tym zapanować. I druga rzecz. Gdy dokonaliśmy oceny wpływu zmiany celu redukcji CO2 z 40 proc. do 55 proc. w 2030 r., to odkryliśmy, że przemysł poradzi sobie z tym względnie łatwo. Są natomiast trzy obszary, gdzie będzie to wymagało więcej wysiłku: gospodarstwa domowe, transport i rolnictwo. I na nich powinniśmy się skupić. Proszę spojrzeć na swój kraj, gdzie władze krajowe, czy w dużym stopniu lokalne, opracowują już plany zmiany systemów ogrzewania bez węgla, na gazowe czy oparte na energii odnawialnej. Dostrzega się więc konieczność zmiany. Zresztą nie tylko z powodu klimatu. Wielu ludzi w Polsce ma dość zanieczyszczonego powietrza, którym muszą oddychać. Wycofanie węgla z ogrzewania zrobiłoby ogromną różnicę z punktu widzenia jakości powietrza.

A nie boi się pan, że wynikające z Zielonego Ładu konkretne propozycje legislacyjne, które pojawią się w ciągu najbliższych miesięcy, będą mniej chętnie akceptowane przez państwa członkowskie w czasie kryzysu?

Ufam, że nasze propozycje zostaną zaakceptowane. Natomiast jesteśmy otwarci, jako Komisja Europejska, na rozmowę z państwami członkowskimi na temat konkretnych wyzwań i tego, jak możemy wspierać zmiany tam, gdzie są one najtrudniejsze. Warto zauważyć, że teraz – z powodu kryzysu – będziemy mieli znaczące środki w unijnym budżecie oraz w funduszu odbudowy gospodarki. One nie będą dostępne wiecznie. Jeśli ktoś poczeka zbyt długo, to można stracić szansę na inwestycje w zieloną gospodarkę.

Jakie konkretne inwestycje powinna przygotować Polska, żeby móc po te pieniądze sięgnąć? O co chodzi rządowi?

Działania na rzecz zeroemisyjnego transportu publicznego to świetny przykład. Odnawianie budynków, zmiana ich miksu energetycznego, panele słoneczne. Poprawa infrastruktury kolejowej. Także programy środowiskowe w rolnictwie. Polska może dużo zyskać na nowoczesnych inwestycjach w rolnictwie.

Polska, jako jedyny kraj UE, nie zobowiązała się do osiągnięcia celu neutralności klimatycznej w 2050 r. W Brukseli były oczekiwania, że może zrobi to na szczycie UE w czerwcu, ale pandemia wszystko tu zmieniła. Kiedy Polska powinna się zadeklarować?

Jest dla mnie przyjemnym zaskoczeniem, że sytuacja w Polsce w tej dziedzinie tak szybko się zmienia. Choćby zainteresowanie panelami słonecznymi ze strony osób prywatnych, potencjał farm wiatrowych, zmiany w miejskich systemach grzewczych czy podejście do samochodów elektrycznych. To wszystko jest zaskakujące. Bo wydawałoby się, że w Polsce ta zmiana będzie skrajnie trudna z powodu uzależnienia od węgla. Wydaje mi się jednak, że zupełnie nie doceniliśmy dynamiki sytuacji. Również z powodu rosnącej świadomości, że dla węgla nie ma żadnej przyszłości. I dlatego musimy mieć pewność, że w tych częściach Europy, które zależą od węgla, pojawią się inwestycje. Powiedziawszy to wszystko, jednocześnie rozumiem, że w sytuacji Polski, uzależnionej w 80 proc. od węgla, konieczne jest przeprowadzenie dokładnej analizy i policzenie wszystkiego. Przypominam, że oferujemy unijną pomoc poprzez Fundusz Sprawiedliwej Transformacji i inne instrumenty finansowe. Polska musi zrobić więcej, ale będzie miała więcej pieniędzy i efekty też będą znacznie większe.

Jeden z powodów, dla których jestem tak nieugięty, jeśli chodzi o wspieranie regionów węglowych, ich transformację, jest fakt, że ja pochodzę z takiego regionu. Pół wieku temu zaprzestano tam wydobywania węgla, ale ukazał się właśnie raport pokazujący Heerlen jako najbiedniejsze miasto w Holandii. A mówimy przecież o względnie małym przemyśle górniczym – to było 75 tys. miejsc pracy – w relatywnie bogatym kraju. I mimo to nie zrozumiano, co trzeba zrobić. Dokonano złych inwestycji w złym miejscu. To spowodowało, że uznałem, że tym razem trzeba to zrobić dobrze w regionach węglowych Polski, Czech i Niemiec. Trzeba tam przyciągnąć właściwe inwestycje służące zrównoważonemu rozwojowi, a nie dawać subsydia firmom w kłopotach po to, żeby przeżyły tam kolejnych kilka lat.

Ja też pochodzę z zapomnianego regionu górniczego. W moim rodzinnym mieście Wałbrzychu kopalnie zamknięto dawno temu. I podobnie jak w pana Heerlen wszystko poszło źle. W pewnym momencie stworzono specjalną strefę ekonomiczną, przyszła Toyota, ale nie mogła znaleźć pracowników. Bo ci na miejscu nie mieli kwalifikacji, sprowadzała ich z innych regionów Polski. Na kopalniach nie zawsze pracują ludzie o najwyższych kwalifikacjach technicznych. Jak zapewnić im pracę w nowych sektorach?

To jest kluczowe pytanie. Ludzie w tych regionach nie mają potrzebnych kwalifikacji. Zatem cała agenda ich szkolenia i przeszkolenia jest kluczowa dla tego, czy odniesiemy sukces w tej transformacji. Czynnik ludzki to najbardziej skomplikowany składnik całej transformacji. Po pierwsze, dlatego że potrzebne jest dla niej poparcie społeczne. Po drugie, nie możemy zostawić nikogo z tyłu. Po trzecie, trzeba stale przyuczać ludzi do tej pracy przyszłości. Nie zrobisz z górnika informatyka w ciągu jednego dnia. Ale możesz go przeszkolić na technika, który zajmuje się konserwacją paneli słonecznych albo pracuje przy produkcji turbin wiatrowych czy autobusów elektrycznych.

Na drodze do neutralności klimatycznej w 2050 r. Komisja zaproponowała cel pośredni redukcji CO2 o 55 proc. do 2030 r. Polska zapowiedziała, że gotowa jest poważnie rozważyć zgodę na to na szczycie w grudniu, ale najpierw musi poznać szczegóły. W tym, jak ten cel będzie podzielony między branże i między państwa członkowskie. Czy takie informacje Komisja przedstawi?

Dostaliśmy od Rady Europejskiej zalecenie, żeby współpracować z państwami i dać im wszystkie informacje. I też będziemy współpracować z polskim rządem, damy im wszystkie informacje, żeby ocenić wpływ na Polskę i sektory przemysłu. Oczywiście pakiet, który przedstawimy w czerwcu przyszłego roku, będzie zawierał analizy wpływu. Jeśli okaże się, że państwo musi dokonać ekstra wysiłku, to dostanie na ten cel dodatkowe wsparcie finansowe i techniczne. Tak właśnie działa Unia i w ten sposób zawsze działaliśmy. Myślę, że będziemy w stanie przekonać polski rząd, że cel 55 proc. jest wykonalny, również w świetle tego, co już się w Polsce dzieje.

A jeśli chodzi o cel neutralności klimatycznej? Ciągle słychać głosy, że neutralność to cel dla całej Unii,to nie oznacza, że każdy kraj musi to osiągnąć indywidualnie w 2050 r. Co tak naprawdę ustalono?

Cel wyznaczono dla całej Unii. Ale również w kategoriach politycznych, jeśli zaraz zacznie się mówienie: „To dla innych, ale nie dla mnie”, to tego nie osiągniemy. Dlatego sądzę, że to powinna być ambicja każdego, żeby to osiągnąć w 2050 r. Neutralność klimatyczna nie oznacza tylko zerowych emisji netto. Ale także wysiłki na rzecz zmniejszenia zanieczyszczenia powietrza, na rzecz środowiska. Ten cel to rodzaj zobowiązania każdego. Ale cel jest europejski, nie narodowy.

Gdy mówimy o transformacji regionów węglowych, wspomniał pan o możliwości rozwijania tam technologii wodoru. To brzmi prawie jak SF: upadające regiony mają rozwijać u siebie prawie nieznane jeszcze technologie. Co konkretnie mogłyby robić?

Ta technologia nieźle się rozwija. Mamy już 6 GW, a według naszych wyliczeń w ciągu pięciu lat w Europie będzie wytwarzanych 40 GW energii z wodoru. Do tego potrzebujemy infrastruktury do elektrolizy. Najlepiej robić to przy wykorzystaniu energii odnawialnej, ale w fazie przejściowej można używać gazu zdekarbonizowanego w procesie CCS. Technologie są dostępne, ale trzeba je rozwinąć tak, żeby stały się opłacalne. Dlaczego wspomniałem o regionach węglowych w kontekście wodoru? Choćby dlatego, że zwykle takie regiony mają bardzo dobrze rozwiniętą infrastrukturę transportową dla dostaw węgla, energetyczną i przemysł ciężki, który będzie, w pierwszej linii, korzystał z wodoru.

Wspomina pan o gazie jako technologii pośredniej na drodze do energii odnawialnej. Ale jak pośredniej?

To zależy, jakie inwestycje są planowane. Nie jestem z tych, którzy mówią: nie inwestujcie w gaz, bo to nie jest docelowa technologia. Patrząc realistycznie, przejście od węgla prosto do energii odnawialnej w systemach grzewczych jest niewykonalne w zakładanym przez nas czasie w krajach takich jak Polska. Jeśli infrastruktura gazowa jest budowana tak, żeby w przyszłości służyła do transportowania wodoru czy gazów syntetycznych, to już inwestujemy w przyszłość. Mam nadzieję, że niedługo rozpoczniemy rozmowy z Polskim rządem na temat wodoru oraz innych niskoemisyjnych gazów. Trzeba to przejście na gaz zrobić w inteligentny sposób.

A czy rekomendowałby pan energię nuklearną jako docelowe rozwiązanie?

W dawnych czasach po naszej stronie żelaznej kurtyny bycie za lub przeciw energii nuklearnej byłoby prawie jak wyznanie wiary. Trudno było o racjonalną dyskusję na ten temat. I teraz niektórzy próbują wziąć rewanż za tamte czasy i apelują: budujmy, ile się da energii nuklearnej. Moja jedyna prośba do tych ludzi, również w Polsce, jest taka: Na miłość boską bądźcie racjonalni w swoich wyborach. Zróbcie wyliczenia. Zaletą energii nuklearnej jest zero emisji. Problemy natomiast są dwojakie. Przede wszystkim potrzebne są materiały radioaktywne oraz miejsce na składowanie odpadów. No ale powiedzmy, że można sobie z tym poradzić. Ale drugi problem jest taki, że ona jest bardzo droga. I relatywnie staje się coraz droższa, bo energia odnawialna tanieje z dnia na dzień.

Polski rząd podpisał porozumienie ze związkami zawodowymi o zamknięciu kopalń do 2049. Czy to realistyczne? I czy to wystarczająco ambitne, żeby osiągnąć neutralność klimatyczną w 2050 r.?

Bardzo dobrze, że jest porozumienie i mówimy wprost, że kopalnie będą zamknięte. Jeszcze kilka lat temu byłoby to nie do pomyślenia. A w jakim czasie to nastąpi, to się okaże. Np. w USA, jak Trump doszedł do władzy, to obiecywał powrót do węgla. A produkcja węgla spadła w ciągu czterech lat jego rządów. Bo działają czynniki zewnętrzne. Koszty produkcji węgla w Polsce są bardzo wysokie, w porównaniu do cen zbytu, a popyt się zmniejsza. Sama Polska widzi, że trudno go sprzedać. W Niemczech jest porozumienie, żeby zamknąć wszystkie kopalnie przed 2038, ale w Grecji odejście od węgla zaplanowane jest przed 2025. Węgiel się po prostu już nie opłaca…

Komisja Europejska przedstawiła Zielony Ład na kilka miesięcy przed wybuchem pandemii. Na ile kryzys gospodarczy wywołany tym wydarzeniem zmienia wasze podejście do planu klimatycznej i zielonej transformacji?

Widzimy, że musimy działać szybciej w niektórych dziedzinach. To dlatego już teraz zaproponowaliśmy program fali renowacji w budownictwie, który pokazuje, jak chcemy połączyć długoterminową konieczność obniżania emisji z pilną koniecznością tworzenia miejsc pracy i tworzenia okazji biznesowych. Z tego też powodu pracujemy teraz nad zwiększeniem impulsu inwestycyjnego w infrastrukturze ładowania dla pojazdów elektrycznych czy w strategii wodorowej. Da to miejsca pracy, których nie da się przenieść gdzie indziej. Myślę, że kryzys w ogóle przyniósł to poczucie pilności działań, także w myśleniu firm. Teraz stoją przed pilną potrzebą zmian, dokonania inwestycji. A Zielony Ład oferuje im możliwość zrobienia tego we właściwy sposób.

Pozostało 93% artykułu
Walka o klimat
Wystartowała rejestracja na PRECOP 28
Walka o klimat
Mieszkańcy mogą zobaczyć, że smog otacza nie tylko sąsiadów
Walka o klimat
Biznes czeka energetyczna rewolucja
Walka o klimat
Firmy przed odpadową rewolucją
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Walka o klimat
Przywracanie miastom zieleni to nie tylko frajda dla oczu
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży