Wyścig o zmniejszenie emisji trwa

Globalna emisja dwutlenku węgla (CO2) zwiększyła się w 2012 r. aż o 61 proc. w stosunku do roku 1990
Globalna emisja dwutlenku węgla (CO2) zwiększyła się w 2012 r. aż o 61 proc. w stosunku do roku 1990
Shutterstock

Unia Europejska z impetem ruszyła do walki ze skutkami zmian klimatu. Stawką jest przyszłość egzystencji na planecie. Niestety, nie wszystkie kraje globu podchodzą do problemu w sposób równie ambitny jak Stary Kontynent.

– Europejski przemysł uważa, że raporty ONZ są jasne: jeżeli nie ograniczymy emisji w skali całego świata, to się ugotujemy – podkreśla w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Daria Kulczycka, szefowa Departamentu Energii i Zmian Klimatu Konfederacji Lewiatan. – Trzeba sobie stawiać ambitne cele, ale też w taki sposób, by nie zdusić konkurencyjności europejskiego biznesu. A zarazem tak, by nie były to zmiany pozorne, polegające wyłącznie na wypchnięciu „brudnej” produkcji poza granice UE – dodaje.

Klimat trzęsie rządem
Z każdym kolejnym rokiem proces redukcji gazów cieplarnianych ma nabierać tempa. Komisja Europejska chce, by już w przyszłym roku emisja gazów została zmniejszona o 20 proc. w stosunku do poziomu z 1990 r. Jedna piąta energii ma pochodzić z odnawialnych źródeł, a do tego ma nastąpić 20-proc. poprawa efektywności energetycznej.
Dekadę później redukcja emisji gazów cieplarnianych ma sięgnąć co najmniej 40 proc. (znowu – w odniesieniu do 1990 r.), udział OZE w produkcji energii – 32 proc., a poprawa efektywności energetycznej – 32,5 proc. Zwieńczeniem jest stan neutralności klimatycznej, zaplanowany na 2050 r.

 

CZYTAJ TAKŻE: Kurtyka: Neutralność klimatyczna zmieni model życia

 

Te ambitne cele zaczynają jednak dzielić Europę. Paradoksalnie, okazuje się, że Niemcy – jeszcze dekadę czy dwie temu europejski lider w dziedzinie „zielonej” polityki – dziś zaczynają powoli odstawać od czołówki. W ubiegłym roku podczas rozmów o stworzeniu „wielkiej koalicji” CDU i SPD niemieccy politycy uzgodnili, że wypracują ustawę definiującą krajowe cele pod względem redukcji zanieczyszczeń. Negocjatorzy ustalili, że bazowym założeniem będzie redukcja gazów o 80–95 proc. w perspektywie 2050 r.
Po czym wiosną bieżącego roku minister środowiska Svenja Schulze (z SPD) ogłosiła, że propozycja jej resortu zakłada co najmniej 95-proc. redukcję. „Taka polityka klimatyczna grozi rozsadzeniem rządzącej koalicji” – kwitował wówczas magazyn „Politico”, podsumowując napięcia w układzie CDU/SPD.

 

/Bloomberg

 

Być może kolejne rządy Angeli Merkel zaczęły liczyć koszty i potencjalne straty, jakie rygorystyczna polityka może przynieść biznesowi. – Niemcy robili w tym zakresie bardzo rzetelne analizy i stwierdzili w nich, że zbliżenie się do poziomu redukcji rzędu 85 proc. to już koszty ponad obecne możliwości gospodarki. A już 100 proc. redukcji trudno nawet oszacować, nie wiadomo, jak to zrobić – tłumaczy Kulczycka.
Ekolodzy nie są z tego status quo zadowoleni. – Owszem, nie brakuje zaangażowania do porozumienia paryskiego – mówił Jan Burck z organizacji Germanwatch, komentując spadek Niemiec w rankingach państw realizujących reformy klimatyczne. – Po prostu brak politycznej woli do wprowadzania konkretnych zmian – kwitował. Sebastian Mang, doradca Greenpeace, idzie nawet krok dalej. – Angela Merkel jest w tej sprawie po złej stronie historii – ucina.

Szwecja i… Maroko
Co więcej, rozdźwięk w sprawie tego, jak reagować na klimatyczne wyzwania, zaczyna się odbijać na samej Unii Europejskiej: zalecającym ostrożność (a do tego obozu przypisuje się zarówno Niemcy, jak i Polskę) stawiają czoło zwolennicy szybkich i radykalnych zmian. Przewodzić ma im Francja Emmanuela Macrona – przy mniej lub bardziej otwartym poparciu m.in. Hiszpanii, Holandii, Luksemburga, Finlandii czy Danii. Ich stanowisko jest bezkompromisowe: w 2050 r. Europa powinna osiągnąć zeroemisyjność.

– To w znacznej mierze pustosłowie – wytyka jednak rządowi w Paryżu utworzona zaledwie w maju komisja doradcza ds. klimatu (Haut Conseil pour le Climat), nazywając Francję „dobrym uczniem z kiepskimi ocenami”. Redukcja emisji postępuje w tempie 1,1 proc. rocznie, a nie – jak zakładano w rządowych strategiach – 1,9 proc. Francuzi to też idealny przykład eksportu kłopotów: jeżeli krajowa produkcja przekłada się na 6,6 t zanieczyszczeń per capita, to importowane produkty przekładają się na 11 t emisji na osobę. W efekcie realny ślad węglowy, jaki zostawiają za sobą Francuzi, wzrósł w latach 1995–2015 o 20 proc.
Krytyczne oceny niemieckich i francuskich ekspertów odzwierciedlają się też w globalnych rankingach. W Climate Change Performance Index – czyli zestawieniu państw o największych zasługach w walce ze zmianami klimatycznymi – trzy pierwsze pozycje pozostawiono nieobsadzone. Dopiero na czwartej pozycji wylądował europejski lider polityki środowiskowej – Szwecja. Unia Europejska jako całość trafiła na pozycję 16., za to jej dwie lokomotywy – Francja i Niemcy – wylądowały na pozycjach 21. i 27.

 

CZYTAJ TAKŻE: Polski węgiel kontra unijna neutralność dla klimatu

Tak czy inaczej, Index ilustruje fakt, że najwięcej pod tym względem znaczy Europa. Wysoko – na piątej pozycji, tuż za Szwecją – wylądowało Maroko, głównie ze względu na dużą liczbę projektów z branży OZE (zwłaszcza fotowoltaicznych), jakie zainicjowano w tym kraju. Na 11. pozycji znajdziemy Indie, na 18. – Ukrainę, na 22. – Brazylię, na 24. – Egipt. Przypomnijmy, że wszystkie te kraje wyprzedziły Niemcy. Choć, gwoli sprawiedliwości, trzeba przyznać, że w gronie kilkudziesięciu ujętych w rankingu państw są też wielcy maruderzy: ostatnie miejsca na liście zajmują – choć raz wyjątkowo zgodnie – Iran, Stany Zjednoczone i Arabia Saudyjska.

Tym tekstem rozpoczynamy cykl „Walka o klimat”. W jego ramach odbędą się debaty eksperckie w redakcji „Rzeczpospolitej”, a także powstaną poświęcone tej tematyce publikacje. W listopadzie ukaże się specjalny dodatek podsumowujący projekt.

 


Maciej Lasoń
Head of Sustainability and Corporate Communication East Europe, Unilever Polska

Rządy i politycy, choć rozliczani ze swoich obietnic przez wyborców, mają jednak pewien czasowy komfort  –  bo czas rachunku sumienia przychodzi co cztery, a czasem i pięć lat. Biznes, szczególnie ten B2C, takiego komfortu już nie ma. Świadomi konsumenci  –  a wielkość tej grupy rośnie lawinowo –  chcą czegoś na „już”, „teraz” i „natychmiast”. Nie ma dnia aby na kanałach społecznościowych naszych marek nie pojawił konsument, który deklaruje swoją lojalność, ale prosi o  jakieś „mniej” lub „bardziej”: mniej emisji, bardziej zrównoważone surowce, mniej plastiku, bardziej zaangażowane marki.

Sympatia i lojalność konsumentów na ryku FMCG nie działa w horyzoncie czasowym czterech czy pięciu lat  –  a raczej miesiąca, dnia, czy wręcz sekund spędzonych przed sklepową półką.  Musimy więc jako biznes działać szybciej.

Gdybyśmy jednak robili to tylko dlatego, że musimy, to sukces, który odnieśliśmy nie byłby aż tak duży. W tym wszystkim nie można zapominać także o tym, że nie jesteśmy abstrakcyjnym bytem i korporacją  –  jesteśmy ludźmi. Choć w swojej pracy musimy myśleć kategoriami wyników rocznych czy kwartalnych, to spędzamy wakacje na Mazurach, więc oburza nas przecinanie ich autostradą, zabieramy dzieci do ostatnich polskich lasów, więc nie zgadzamy się na dźwięk pił w puszczach Białowieskiej czy Karpackiej. Mamy biura i fabryki w Warszawie czy Katowicach  –  i organizujemy dla swoich pracowników zniżki na maski antysmogowe, a w biurach montować musimy filtry. To nasi pracownicy, a nie strategie czy wymogi prawne, są główną siłą stojącą za zmianą.

Jedną z najważniejszych przemian, które zaszły w ostatniej dekadzie jest to, że firmy  –  właśnie przez zaangażowanie swoich pracowników  –  zaczęły wyprzedzać rządy. W starym modelu firmy w napięciu obserwowały krajową i europejską legislację, a potem starały się do niej dopasować. Dziś, w modelu który United Nations Global Compact nazwał ambition loop, to korporacje działają szybciej i to firmy wywierają presję na regulatorów, domagając się wsparcia w budowaniu zrównoważonej produkcji.

Przeszliśmy przez ostatnią dekadę, na drodze do zrównoważonego modelu biznesowego, kilka rewolucji: o 97% ograniczyliśmy ilość  odpadów na tonę produkcji, a zużycie wody o 44%. Całkowicie wyeliminowaliśmy jajka z chowu klatkowego, korzystamy tylko i wyłącznie z certyfikowanych i zrównoważonych źródeł oleju palmowego, soi, kakao, cukru. Gdzie tylko jest to możliwe korzystamy z surowców z gospodarstw małoobszarowych  – pracuje z nami już 750 tys. lokalnych rolników,  którzy zużywają znacznie mniej wody czy korzystają z mniejszej ilości pestycydów.

Zeroemisyjność była jednym z kluczowych celów wyznaczonego dekadę temu ULSP (Unilever Sustainable Living Plan).  Według najnowszych danych w ciągu 10 lat ograniczyliśmy emisje CO2 o 52% na tonę produkcji.  Do 2020 wyeliminujemy całkowicie węgiel z naszego miksu energetycznego, a całość energii elektrycznej pozyskiwanej z sieci oprzemy o źródła odnawialne. Do roku 2030 cała energia z której korzystamy zostanie w całości oparta tylko o zielone źródła energii.

Już teraz w 111 naszych fabrykach z 36 państw używamy wyłącznie energii  elektrycznej pochodzącej ze źródeł odnawialnych. Już 15 naszych fabryk osiągnęło status carbon neutral  –  a więc nie wywierają one żadnego wpływu netto  na emisję CO2. Również w Polsce, w czterech naszych fabrykach, do końca 2019 roku całkowicie wyeliminujmy korzystanie z energii z węgla.

Bardzo często słyszę pytania o to, jak wielkie są koszty przestawienia biznesu na zrównoważony i czy to się w ogóle kiedyś zbilansuje.  Odpowiedzi na oba są, paradoksalnie, bardzo łatwe. To nie są koszty tylko inwestycje, a wręcz inwestycje fundamentalne i niemożliwe do uniknięcia.  Nawet największą firma nie będzie w stanie rozwijać swojego biznesu w świecie, w którym oceany zaleją wybrzeża a kilkanaście procent planety stanie się niezdatnych do zamieszkania przez człowieka.

W ostatecznym rozrachunku ten wysiłek i wydatek nie tylko się jednak zwracają, one wręcz pozwalają nam rosnąć jeszcze szybciej. Nasze marki budowane w oparciu o strategie społecznego zaangażowania i zrównoważonego rozwoju rosną o 46% szybciej niż te, które takiej strategii (jeszcze) nie mają.

Dziewięć z każdych dziesięciu osób, które chcą do nas dołączyć, podaje podczas rekrutacji  nasze działania w zakresie ochrony środowiska jako swój główny motywator.  W 50 monitorowanych przez nas krajach jesteśmy najbardziej pożądanym pracodawcą dla absolwentów. W praktycznie każdym z nich odpowiedź studentów na pytanie o to, dlaczego chcą dla nas pracować jest prawie zawsze taka sama  –  bo jesteśmy firmą, która od 10 lat buduje całą swoją strategię biznesową na minimalizacji naszego śladu środowiskowego.

Tagi:

Mogą Ci się również spodobać

Oklahoma trzęsie się po łupkowym boomie

Władze stanu wezwały spółki przeprowadzające odwierty do ograniczenia ilości wody z chemikaliami wstrzykiwanej w ...

Wróci temat fuzji rafinerii. Stacje będą do kupienia

Nawet ponad 400 mld dol. wyniesie wartość tegorocznych fuzji i przejęć w sektorze – ...

Polska blokuje ETS

Unia Europejska zaostrza zasady handlu emisjami CO2, żeby walczyć ze zmianami klimatycznymi. Polska się ...

Lotos kupił irańską ropę

Super tankowiec The Atlantis został załadowany ropą dla polskiej Grupy Lotos, poinformowali Irańczycy. Statek ...

Świeży oddech Wysp Owczych

Do 2030 r wulkaniczne wyspy na północnym Atlantyku mają być niezależne od paliw kopalnych. ...

Energia z wiatru pozwoli ściąć rachunki za prąd

Im więcej energii z wiatru, tym ceny hurtowe prądu będą niższe – szacuje branża. ...