Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakich udogodnień potrzebuje europejski przemysł energochłonny
- Jakie zmiany w polityce unijnej pozwolą unijnemu przemysłowi utrzymać konkurencyjność
- Czego dotyczy Deklaracja Antwerpska
- W jaki sposób przemysł wspiera bezpieczeństwo kontynentu
- Czy unijni decydenci wsłuchują się w głos przedsiębiorców
W środę 11 lutego w Antwerpii odbył się kolejny europejski szczyt przemysłowy z okazji drugiej rocznicy Deklaracji Antwerpskiej podpisanej w lutym 2024 r. Wydarzenie organizowane jest przez CEFIC, European Chemical Industry Council.
Sytuacja nie napawa optymizmem. Od 2022 r. sześciokrotnie wzrosła liczba zamykanych w Unii zakładów produkcyjnych w sektorze energochłonnym, co przełożyło się na ograniczenie produkcji UE o 9 proc. Pracę w tym czasie straciło 20 tys. osób. Przemysłowcy utrzymują, że to efekt obciążeń finansowych związanych z wymogami dotyczącymi sprawozdań i wydatków związanych z transformacją. Tymczasem wstrząsy geopolityczne i bezwzględna konkurencja globalna potwierdzają, że potrzebna jest europejska silna baza przemysłowa będąca gwarantem bezpieczeństwa dla Starego Kontynentu.
- Mimo że od 2024 r. Bruksela prześciga się w deklaracjach o ratowaniu konkurencyjności, realne działania pozostają daleko w tyle za potrzebami rynku. Przemysł wciąż tkwi w kleszczach rekordowych cen energii i dławiącego systemu EU ETS. Rok 2025 przyniósł co prawda wysyp dokumentów, w których słowo „konkurencyjność” odmieniano przez wszystkie przypadki, ale dla przedsiębiorców to wciąż tylko papierowa rewolucja. UE sprawia wrażenie jakby nie dostrzegała, że światowy wyścig technologiczny nie poczeka na zakończenie wielomiesięcznych konsultacji. Liczymy, że obecny rok przyniesie wreszcie przejście od fazy debaty do konkretnych przepisów, które realnie obniżą koszty działalności, zanim kolejne zakłady zostaną wypchnięte poza Europę – mówi „Rz” Witold Literacki, wiceprezes Orlenu. – Przemysł potrzebuje oddechu, a nie kolejnych restrykcji, które drenują zasoby firm. Unia musi zrozumieć, że karami i wyśrubowanymi celami nie zbuduje się innowacyjności - zaznacza.
Tańsza energia i mniejsze restrykcje w emisjach
Firmy sektora podkreślają, że konieczne jest obniżenie kosztów, w tym energii. Niezbędny jest rozwój infrastruktury krytycznej nie tylko na poziomie krajowym, ale i transgranicznym. Oczekiwana w długim terminie cena energii miałaby wynosić 50 euro za MWh. Przemysł energochłonny potrzebuje też konkurencyjnych długoterminowych umów na dostawy gazu czy uwzględnienia w unijnej polityce technologii wychwytu i składowania dwutlenku węgla (CCS).
Czytaj więcej
Udział odnawialnych źródeł i energii jądrowej w globalnym miksie energetycznym wzrośnie do 50 proc. do końca tej dekady – prognozuje Międzynarodowa...
Ale, jak wskazują przedsiębiorstwa, konieczna jest też zmiana podejścia do emisji CO2. Koszty z tym związane mocno obciążają unijne podmioty. Dlatego postulują one o zawieszenie od 2026 r. redukcji przyznawania bezpłatnych uprawnień. Chciałyby też wstrzymania unieważniania uprawnień do emisji w rezerwie stabilności rynku (MSR). Mechanizm ten dopasowuje automatycznie podaż uprawnień do emisji na rynku, by stabilizować ich cenę. Z kolei sama redukcja emisji miałaby być rozłożona bardziej równomiernie do 2050 r. Jednocześnie potrzebne jest indywidualne podejście do sektorów trudnych do dekarbonizacji. Cały dochód z ETS i CBAM miałby wrócić do przemysłu, by redukować ryzyko związane z prowadzonymi na terenie Wspólnoty projektami.
Wsparcie inwestycji i sprzyjające prawo
To jednak nie wszystko. Potrzebna jest również zmiana podejścia regulacyjnego, w tym uproszczenie obowiązujących przepisów i rewizje uregulowań tak, by wspierały konkurencyjność sektora energochłonnego i jego innowacyjność. Dobrym kierunkiem byłoby promowanie globalnych partnerstw i porozumień handlowych.
Firmy europejskie oczekują skutecznej eliminacji nieuczciwych praktyk handlowych czy obchodzenia przepisów i dopilnowania, by importowane towary faktycznie spełniały unijne standardy, co umożliwiłoby konkurowanie europejskim przedsiębiorstwom na równych zasadach. Jednocześnie, jak podkreślają, należy mobilizować europejski przemysł do inwestowania w rozwój mocy, oferując mu finansowanie dostosowane do jego potrzeb. Firmy wskazują na możliwość stosowania ulg podatkowych czy stymulowanie popytu.
Czytaj więcej
Produkcja w Europie jest droga, regulacje coraz ostrzejsze, a chińskie marki wchodzą na rynek z bezprecedensową skalą. Mimo to Hyundai Motor Europe...
Przemysł mówi jednym głosem
Porozumienie antwerpskie zawarte w lutym 2024 r. to głos unijnego przemysłu zaniepokojonego rozwojem sytuacji gospodarczej wewnątrz Wspólnoty. Wśród sygnatariuszy dokumentu znalazły się największe firmy europejskie, które zwracały uwagę na utratę konkurencyjności Starego Kontynentu i jego deindustrializację. Wpływać na to miało spowolnienie gospodarcze, rosnące koszty produkcji przemysłowej, niewystarczające inwestycje i wysokie ceny energii.
Wśród postulatów, które sektor wystosował w tamtym czasie, było stworzenie planu działań legislacyjnych, które wspierałyby konkurencyjność firm oraz dążenie do obniżenia cen energii poprzez realizację nowych projektów, w tym rozwój atomu, jednostek OZE i rozwiązań opartych na wodorze. Apelowano też o rozwój cyfrowej infrastruktury, poprawę dostępu do kluczowych minerałów poprzez zwiększenie lokalnego wydobycia oraz zawieranie partnerstw globalnych jak również skuteczny recykling surowcowy. Odpowiedzią na bolączki przedsiębiorców miałoby też być stworzenie jednolitego rynku odpadów i produktów z recyklingu i zwiększenie popytu na produkty o zerowej emisji netto.
Kilka miesięcy po podpisaniu Deklaracji Antwerpskiej, we wrześniu 2024 r., raport dotyczący stanu unijnej gospodarki zaprezentował Mario Draghi, były szef Europejskiego Banku Centralnego. Ton dokumentu potwierdzał obawy europejskich przemysłowców. Podkreślał on, że jeśli Unia nie zmieni swojego podejścia, przemysł czekać będzie „powolna agonia”. By Europa mogła konkurować z USA i Chinami, konieczne jest zwiększenie inwestycji w badania i innowacje nawet o 750-800 mld euro rocznie. Zaznaczał, że cele klimatyczne muszą być spójne z polityką przemysłową, by nie hamowały innowacji i wzrostu.
- Unia budzi się bardzo powoli, a próba odzyskania autonomii gospodarczej rozbija się o wewnętrzne procedury i brak determinacji w promowaniu własnych technologii. Kierunek zmian jest słuszny, ale tempo jest dalece niewystarczające. Podczas gdy świat ucieka do przodu, Bruksela wciąż grzęźnie w procedurach, zamiast realnie wspierać własne technologie i chronić europejski rynek – mówi Witold Literacki.