Specjalizująca się w logistyce spożywczej Grupa Nagel zamówiła w Panttoni budowę pod Poznaniem magazynu o powierzchni 46 tys. m kw., w którym skonsoliduje cztery dotychczasowe lokalizacje. Ten sam deweloper wznosi na Śląsku magazyny dla operatora logistycznego Fiege. Pierwszy etap to budynek o powierzchni 42 tys. m kw., a docelowo cały kompleks ma liczyć 240 tys. m kw. Fiege zapowiada automatyzację czynności magazynowych. Na automatyzację postawił także Rohlig Suus w warszawskim magazynie części zamiennych dla Hisense.
W podwarszawskim Emilianowie CTP oddał do użytku budynek magazynowo-przemysłowy o powierzchni 54 tys. m kw. Firma jest gotowa do wzniesienia drugiego obiektu mierzącego 43 tys. m kw.
Czytaj więcej
Koncerny logistyczne zamknęły trudny rok, w Europie maleje popyt na transport, a z nim zyski. Ten rok ma przynieść lekką poprawę.
Pomimo licznych informacji o nowych projektach, firma doradcza Cushman & Wakefield podlicza, że aktywność deweloperów pozostaje na poziomie zauważalnie niższym względem okresu aktywnej rozbudowy rynku – wynosi około 60 proc. średniej z lat 2021-2023.
Stabilizacja czy wyczekiwanie?
Ekspert logistyki kontraktowej Andrzej Bekierski uważa, że na rynku nie ma dużych projektów. – Wszyscy wyczekują: z jednej strony słyszymy o duży projekcie Fiege, Rohlig Suus otworzył duży biznes, ale z drugiej obserwujemy wyczekiwanie i okopywanie się wśród własnych klientów. Lepiej nie podpisać projektu niż mieć problemy po stronie finansowej. Duże projekty są punktowe i mogą pokazywać mylny obraz logistyki kontraktowej – ostrzega Bekierski. – Deweloperzy i agenci raczej nie widzą wysypu średnich i dużych projektów. Dominują renegocjacje, może ktoś dobierze tu czy tam 2-5 tys. m kw., ale to wszystko. Nie ma projektów które by rozruszały rynek. TSL nie zagospodaruje wiele z rozwoju zbrojeniówki – prognozuje Bekierski.
Cushman & Wakefield oblicza, że popyt zdominowany jest przez renegocjacje, które odpowiadały za 52 proc. średniorocznej wielkości transakcji najmu.
Nieco inaczej ocenia sytuację rynkową dyrektor rozwoju biznesu CEE w IPP Pooling Tomasz Sączek. – Nie powiedziałbym, że rynek logistyki kontraktowej w Polsce jest pogrążony w stagnacji. On po prostu wszedł w fazę większej selektywności i racjonalizacji decyzji. Rzeczywiście obserwujemy mniej spektakularnych, greenfieldowych projektów niż 2-3 lata temu, a znaczącą część aktywności stanowią renegocjacje umów i optymalizacja istniejących operacji. To jednak nie oznacza zatrzymania rynku - raczej jego stabilizację – przekonuje Sączek.
Czytaj więcej
Po napaści USA oraz Izraela na Iran zniknęły ubezpieczenia morskie, drożeją paliwa i transport oceaniczny.
Firma doradcza AXI IMMO podlicza, że po stronie podaży widoczna jest większa ostrożność deweloperów. Wielkość nowej powierzchni oddanej do użytkowania w całym 2025 roku szacowany jest na ok. 1,8 mln mkw. Prognoza analityków AXI IMMO oznacza znaczący spadek względem lat poprzednich i najniższy wynik od 2016 r. Nowe projekty realizowane są głównie po zawarciu umów typu pre-let oraz w formule BTS.
Szef sprzedaży 7R Damian Kołata wskazuje, że spadek oddanej do użytku nowej powierzchni magazynowej świadczy raczej o stabilizacji rynku, który dojrzał po 20 latach intensywnego wzrostu, aczkolwiek nieustannie widzimy chęć klientów, by lokować się w nowoczesnych magazynach.
Efektywność i elastyczność
Analitycy Newmark Polska spodziewają się, że w bieżącym roku na rynek trafią kolejne około 2 mln mkw. nowych magazynów.
Dyrektor IPP stwierdza, że klienci - zarówno z produkcji, jak i handlu - działają dziś ostrożniej, bo funkcjonują w środowisku podwyższonej niepewności geopolitycznej i kosztowej. – Projekty są analizowane dłużej, decyzje inwestycyjne zapadają wolniej, ale przetargi wciąż się pojawiają. Zmieniła się ich natura: zamiast szybkiej ekspansji dominuje presja na efektywność kosztową, automatyzację i elastyczność modeli operacyjnych – tłumaczy Sączek.
Zauważyć, że rynek napędzają nowe zjawiska - m.in. aktywność firm azjatyckich, w tym chińskich, które coraz śmielej szukają w Polsce powierzchni magazynowych i przyczółku operacyjnego dla Europy Środkowej. – Polska pozostaje atrakcyjnym hubem logistycznym dzięki położeniu, infrastrukturze i kompetencjom operatorów – przekonuje Sączek.
Bekierski dodaje, że deweloperzy trzymają ceny najmu. – Efektywne można wynegocjować od 3,10-3,2 euro przy dużych umowach, ale na początek jest 5-5,5 euro, bo jest droga energia elektryczna, płaca minimalna rośnie i ma znaczenie w całości wydatków. Rzadko pojawiają się atrakcyjne stawki, choć jest trochę pustych powierzchni, ponieważ wracają na rynek nie wykorzystane po magazynowym boomie magazyny. Przewoźnicy samochodowi, którzy kilka lat temu weszli w logistykę kontraktową odkrywają, że jest to trudna działka, zupełnie inna od przewozów drogowych. Duży jest koszt wejścia w ten biznes, a nikt nie da na początek 100 palet do obsługi, klienci wymagają doświadczenia już od pierwszego dnia działalności – wyjaśnia Bekierski.
Czytaj więcej
Przewoźnicy i spedytorzy lotniczy spodziewają się wzrostu stawek frachtowych, nie mówiąc o biletach pasażerskich.
Z drugiej strony elastyczność kosztuje. – Krótsze umowy, możliwość wcześniejszego wyjścia czy dodatkowe opcje wiążą się z wyższymi kosztami lub karami umownymi – przypomina dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w Newmark Polska Jakub Kurek.
Zmiana tempa
Widać też firmy stawiające na automatyzację i coraz więcej tych projektów się dzieje. – Automatyzacja zapewni oszczędność miejsca i konkurencyjność w segmencie e-handlu, który da 8-10 proc. wzrostu w nadchodzących latach. Nie widzę zagrożeń dla tego rynku. Fulfilment będzie go napędzał i są to duże projekty, dla takich graczy jak Rhenus, DHL, Raben, DSV, K+N i do tego pozostaje cała przestrzeń dla średnich operatorów logistycznych.
Rynek będzie się rozwijał, jednak niezbędna większa dyscyplina w procesach, budżetach, projekty muszą być lepiej przemyślane – zaznacza Bekierski.
Sączek dodaje, że nie mamy do czynienia ze stagnacją, lecz stabilizacją po okresie dynamicznego wzrostu. – Rynek nie zniknął - zmienił tempo i priorytety. Dziś wygrywają ci operatorzy, którzy potrafią łączyć skalę z innowacją i realnie poprawiać efektywność kosztową swoich klientów – kończy Sączek.