Artykuł jest częścią raportu „Polska Energia 2026” poświęconego transformacji energetycznej polskiej gospodarki i branży energetycznej, który redakcja "Rzeczpospolitej" przygotowała z okazji Energy Days w Katowicach.
Wrządowej strategii rozwoju Polski do 2035 roku założono, że model gospodarczy powinien zmierzać w kierunku wytwarzania dóbr i usług o wysokiej wartości dodanej. Polska gospodarka nie może już dziś konkurować niskimi kosztami pracy, musi szukać nowych przewag. Wśród nich są innowacyjność oraz jakość.
Te cele stawiają przed sobą również inne kraje Unii Europejskiej. Europa traci dystans do najbardziej rozwiniętych gospodarek, Stanów Zjednoczonych i Chin. Tam przemysł ma się bardzo dobrze, wdrażane są na dużą skalę innowacyjne rozwiązania, opracowywane są nowe technologie. Od kilku lat mówi się głośno, że również Stary Kontynent powinien zadbać o swoją pozycję.
Czerwona lampka dla Europy
Mocnym impulsem ku temu był słynny raport Mario Draghiego, byłego szefa Europejskiego Banku Centralnego – „Przyszłość europejskiej konkurencyjności”. Draghi w 400-stronicowej analizie z 2024 roku zauważył, że od 2000 roku dochód rozporządzalny na osobę wzrósł w Stanach Zjednoczonych dwa razy bardziej niż w Unii Europejskiej. Europa nie wykorzystała też szansy, jaką przyniosła rewolucja technologiczna. I nie chodzi tu o brak potencjału, a o decyzyjność, ograniczoną skłonność do ryzyka i problemy z komercjalizacją projektów. Autor materiału wskazał, że by wyjść z tej pułapki, trzeba postawić na innowacyjność, dekarbonizację i zwiększenie konkurencyjności oraz na bezpieczeństwo.
Polska mierzy się z podobnymi wyzwaniami co pozostali członkowie Unii. Model gospodarczy kraju uległ zmianom. Lata temu przewagą były niskie koszty pracy, dziś pod tym względem nie różnimy się aż tak od krajów zachodniej Europy. Teraz o atrakcyjności dla inwestorów i o potencjale lokalnego przemysłu decyduje głównie dostęp do stabilnej, niskoemisyjnej energii. Dlatego tak ważne jest, by uniezależnić się od wahań cen związanych z geopolitycznymi wstrząsami i w jak największym stopniu zapewnić sobie samowystarczalność, pozyskując na terenie kraju energię w akceptowalnej cenie. Skuteczność i efektywność transformacji polskiej energetyki przesądzi nie tylko o komforcie życia mieszkańców i jakości powietrza, ale też o perspektywach ekonomicznych kraju.
Przyszłość krajowej energetyki upłynie pod znakiem transformacji. Światowe zawirowania skłaniają do pytań o tempo i kierunek działań. Po pandemicznych latach rynkami wstrząsnęła wojna, jaką Rosja rozpętała w Ukrainie, a następnie konflikt na Bliskim Wschodzie. Początkowo pojawiały się opinie, że transformacja może zostać odłożona na „lepsze” czasy ze względu na wysokie koszty, które w dobie rynkowej niepewności i zagrożeń zostały uznane za zbyt duże ryzyko. Szybko jednak okazało się, że transformacja to również gra o bezpieczeństwo kraju i uniezależnienie od importu surowców. Rozwój zielonych źródeł oznacza niższe wydatki na zakup węgla, ropy czy gazu. Z kolei rozproszenie źródeł i zastąpienie jednego dużego bloku wieloma drobniejszymi, w dobie geopolitycznych zawirowań, to mniejsza podatność na potencjalne uszkodzenie systemu.
Mimo ciągłych opóźnień w przyjmowaniu strategii sektorowych zmiany postępują. Udział odnawialnych źródeł energii w systemie rośnie. W czerwcu 2025 roku po raz pierwszy odnotowano wyższą produkcję energii z OZE niż z węgla. Współczynnik wykorzystania bloków węglowych notuje najniższe poziomy od dekad. Rośnie znaczenie magazynów energii. Systematycznie spada emisyjność sektora energetycznego, mimo że PKB rośnie. Kluczowym elementem systemu w przyszłości ma być atom. Trwają prace przygotowawcze do budowy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce. Rządowy plan przewiduje, że w drugiej połowie lat 30. to źródło zapewni 40 TWh energii wytwarzanej w podstawie systemu dzięki wybudowanym pierwszym dużym blokom i małym reaktorom modułowym (SMR). Przy czym zaznaczyć trzeba, że harmonogram budowy elektrowni jądrowych zazwyczaj się opóźnia. Zanim pojawi się energia z atomu, dużą rolę do odegrania będzie miał gaz ziemny, którego spalanie wiąże się z niższymi emisjami niż w przypadku spalania węgla.
Wchodzimy w dekadę, w której stare bloki węglowe będą wycofywane ze względu na zużycie techniczne i koszty opłat związanych z emisjami. Sporo w tym obszarze dokonało się na przestrzeni ostatnich dekad. Wydobycie węgla przez ostatnich 30 lat spadło w kraju aż o 70 proc., ale i tak Polska, obok Niemiec i Czech, znajduje się wśród największych producentów i konsumentów węgla w Unii Europejskiej. O ile w Niemczech całkowity udział węgla w wytwarzaniu energii elektrycznej wynosi 20 proc., a w Czechach 36 proc., o tyle w Polsce jest to wciąż ponad 50 proc. Mamy więc sporo do nadrobienia. Wszyscy planują dalsze ograniczanie spalania węgla, tyle że Polska jest w swoich deklaracjach mniej ambitna od sąsiadów. Niemcy pożegnają się z surowcem do 2038 r., Czechy do 2033 r., tymczasem Polska postawiła sobie za cel rok 2049.
Przemysł musi zostać w kraju
Wysoki udział paliw kopalnych oznacza wyższe rachunki za prąd, co dla energochłonnych sektorów gospodarki, jak hutnictwo, chemia czy produkcja nawozów, oznacza ryzyko utraty konkurencyjności. Jeśli sytuacja nie ulegnie poprawie, firmy będą przenosić się do krajów, gdzie ceny energii są niższe. Dlatego tak ważne jest budowanie odpowiednich warunków do rozwoju biznesu na miejscu.
Tymczasem firmy przemysłowe, które zużywają duże ilości energii, płacąc wyższe rachunki niż przedsiębiorstwa zachodnie, tracą konkurencyjność. Konieczne jest zadbanie o to, by mogły funkcjonować w bardziej sprzyjających warunkach. Ważne jest, by zapobiec „wyprowadzaniu” biznesu za granicę. Potrzebujemy sektora chemicznego, petrochemicznego, hutniczego, motoryzacyjnego, stalowego – w Polsce. To element bezpieczeństwa i budowy odporności gospodarczej. Przerwane łańcuchy dostaw związane z pandemią koronawirusa czy wojną unaoczniły, jak ważne jest posiadanie własnych możliwości wytwórczych. Poza tym w czasach wstrząsów geopolitycznych handel bywa wykorzystywany jak broń. Dlatego warto zadbać o to, by przemysł europejski, w tym polski, miał się dobrze. Drogą do tego są przystępne ceny energii i ograniczenie konkurencji spoza Unii, co ma zagwarantować tzw. podatek węglowy (CBAM). Trwają też prace nad reformą EU ETS, które mają obniżyć koszty przemysłu z tytułu praw do emisji CO2.
Wiele firm bierze sprawy w swoje ręce – budują własne zielone źródła, by zagwarantować sobie dopływ taniej energii. Ograniczają jednocześnie zużycie energii, poprawiając efektywność produkcji. Instalacja OZE w połączeniu z magazynem energii przynosi najlepsze efekty, umożliwia bowiem kumulowanie energii wtedy, gdy jej cena jest najniższa. Takie podejście przekłada się na ograniczenie kosztów związanych z konsumpcją prądu i jednocześnie umożliwia realizację wymogów ESG. To o tyle istotne, że wykazywanie się niskim śladem węglowym wymagane jest przy większości międzynarodowych kontraktów. Środków na finansowanie transformacji na rynku nie brakuje, pochodzą one m.in. z funduszy unijnych.
Liczy się local content
Ale wpływ transformacji na gospodarkę ma jeszcze inny ważny wymiar. Polskie firmy w coraz większym stopniu angażują się w realizację zadań inwestycyjnych jako wykonawcy czy podwykonawcy. Wdrażana idea local content ma wspierać krajowe podmioty w pozyskiwaniu nowych kontraktów w kluczowych segmentach gospodarki. Rozwój energetyki niskoemisyjnej może więc stać się jednym z ważniejszych impulsów dla krajowej gospodarki w kolejnych latach. W przypadku morskich farm wiatrowych mówi się o 40-proc. udziale polskich firm. A to oznacza, że przy wydatkach rzędu 270 mld zł w latach 2026–2040 około 110 mld zł trafiłoby do krajowych przedsiębiorców.
Lądowe wiatraki to kolejny sektor, który daje spore możliwości. W tym przypadku local content wynosi już około 60 proc. Spore nadzieje wiążą się też z rozwojem energetyki jądrowej. W tym przypadku założono udział krajowych firm na poziomie 40 proc. przy pierwszym reaktorze (45 proc. przy drugim i 50 proc. przy trzecim). Jak zauważono w Krajowym Planie w Dziedzinie Energii i Klimatu, przy nakładach inwestycyjnych sięgających ok. 223 mld zł krajowa gospodarka i rodzime przedsiębiorstwa mogą uzyskać w związku z projektem atomowym dodatkowo ok. 100 mld zł.
To szansa na zwiększenie skali działania i pozyskiwanie zleceń także poza granicami kraju. Poza korzyściami finansowymi taka ścieżka oznacza tworzenie nowych miejsc pracy w perspektywicznych obszarach gospodarki, jest też impulsem do rozwoju innowacyjności i kompetencji.
Najbliższa dekada rozstrzygnie, czy Polska wykorzysta ten gigantyczny impuls inwestycyjny do wzmocnienia własnego potencjału wykonawczego i technologicznego, czy też pozostanie w tyle za europejskimi sąsiadami. Gra nie toczy się wyłącznie o niższe rachunki za prąd w przyszłości. Stawką jest gospodarcza niepodległość, odporność na kryzysy i silna pozycja kraju na mapie przemysłowej Europy.
OPINIA
Magdalena Kamińska prezes zarządu Energi
Znaczenie energetyki dla rozwoju gospodarki systematycznie rośnie, ale równocześnie coraz większy jest też stopień złożoności prowadzonych w sektorze działań. Wynika to z postępów transformacji energetycznej, która co jakiś czas przynosi sektorowi nowe zmiany i wyzwania. Spodziewać się można, że w 2027 roku jednym z kluczowych aspektów będzie zapewnienie odpowiedniego finansowania, które pozwoli grupom energetycznym dalej realizować swoje przedsięwzięcia w taki sposób, aby mogły utrzymać bezpieczny balans między skalą niezbędnych inwestycji a zachowaniem stabilności finansowej.
Po 2026 roku jednym z najważniejszych wyzwań dla energetyki będzie przełożenie transformacji technologicznej na nowe modele działania. Kluczowe będzie przejście od samego gromadzenia danych do ich praktycznego wykorzystania – zarówno do lepszego prognozowania i zarządzania siecią, jak i przygotowania procesów biznesowych do wykorzystania danych z CSIRE. Równolegle rozwijać będą się nowe usługi i modele biznesowe, w tym usługi elastyczności i zarządzania popytem, pozwalające klientom aktywnie reagować na sygnały cenowe. Ważnym elementem tej zmiany będzie również rozwój magazynów energii, w tym magazynów integrowanych z OZE, które zwiększają elastyczność systemu, ograniczają redukcję generacji z odnawialnych źródeł i pozwalają lepiej wykorzystywać istniejącą infrastrukturę sieciową. Energetyka będzie więc stopniowo odchodzić od modelu opartego przede wszystkim na sprzedaży energii w kierunku aktywnego zarządzania energią, danymi i elastycznością po stronie klienta i systemu.
Grupa Energa aktywnie odpowiada na potrzeby i wyzwania transformacji energetycznej, budując zdywersyfikowany, uzupełniający się model biznesowy. Z jednej strony rozwijamy OZE i będziemy ten kierunek kontynuować. Równolegle jednak chcemy też zapewnić mniej emisyjne od dotychczasowych bloków węglowych źródła sterowalne, które stabilizować będą pracę Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, zlokalizowane w Gdańsku, Grudziądzu i Ostrołęce. Przede wszystkim jednak kontynuujemy największy w historii naszego Operatora Systemu Dystrybucyjnego program inwestycyjny. Dzięki niemu nasza infrastruktura dystrybucyjna będzie w stanie sprawniej i bardziej elastycznie odpowiadać na potrzeby zmieniającego się systemu energetycznego i gospodarki, zapewniając bezpieczeństwo dostaw. Co więcej, dysponując siecią dystrybucyjną o procentowo najwyższym nasyceniu licznikami zdalnego odczytu – ma je już 98 proc. naszych odbiorców – chcemy dążyć do budowy coraz szerszego portfela usług i rozwiązań, które będą optymalnie wykorzystywać potencjał biznesowy zawarty w cyfryzacji i gospodarce opartej na danych.