W tym roku mija dziesięć lat od wprowadzenia net-meteringu – prostego i przejrzystego systemu rozliczeń dla właścicieli małych instalacji fotowoltaicznych. Jego największą zaletą była i jest przewidywalność. Polacy otrzymali jasne zasady i gwarancję ich obowiązywania przez 15 lat. Jeszcze w 2018 roku rząd prognozował, że w 2025 roku moc zainstalowana fotowoltaiki wyniesie około 5 GW. Dziś wiemy, że w rzeczywistości pięciokrotnie przekroczyliśmy te założenia.
Polacy są gotowi inwestować we własną energetykę, jeśli państwo zapewnia proste, przejrzyste i trwałe reguły gry. Net-metering był właściwą odpowiedzią na potrzeby rynku w 2016 roku. Dzisiaj taki model nie tylko nie rozwiązuje problemów systemu, ale też je pogłębia.
Dlatego wsparcie publiczne powinno koncentrować się na modernizacji istniejących instalacji PV poprzez magazyny energii i inteligentne systemy zarządzania energią. Szczególnie z uwzględnieniem tych, które nadal pracują w systemie net-meteringu. To właśnie one stanowią największą grupę rozproszonych źródeł energii i to w nich znajduje się dziś największy potencjał do stabilizacji krajowego systemu elektroenergetycznego.
Inwestycje potrzebują przepisów równie prostych i zrozumiałych jak te, które uruchomiły boom fotowoltaiczny. Jednocześnie powinny odpowiadać obecnym potrzebom rynku. Wystarczy perspektywa do końca dekady. Dalsze planowanie staje się coraz mniej wiarygodne w świecie, który w perspektywie miesięcy zmieniają nowe technologie, sztuczna inteligencja i geopolityka.
Energia powstaje coraz bliżej miejsca zużycia. Firmy inwestują we własną fotowoltaikę i magazyny energii, a systemy zarządzania energią mogą automatycznie decydować, kiedy energię wykorzystać, zmagazynować lub pobrać z sieci. Ta zmiana zwiększa elastyczność i daje przewidywalność kosztów energii, ale jednocześnie powoduje, że infrastruktura energetyczna staje się częścią świata IT.
Każde urządzenie przyłączane dziś do sieci elektroenergetycznej powinno gwarantować bezpieczeństwo, możliwość lokalnej kontroli oraz gotowość do świadczenia usług na rzecz systemu elektroenergetycznego. Publiczne wsparcie nie powinno trafiać do technologii, które nie spełniają tych wymagań. Bez odpowiednio postawionej poprzeczki technicznej i cyberbezpieczeństwa możemy bowiem finansować urządzenia, które zamiast wzmacniać odporność systemu będą zwiększać liczbę potencjalnych wektorów ataku. W energetyce przyszłości cyberbezpieczeństwo nie może być dodatkiem. Musi być jednym z podstawowych kryteriów dopuszczenia technologii do sieci. To już nie tylko kwestia ochrony danych czy urządzeń, ale stabilności całego systemu energetycznego.
Wdrażając nowe wymagania dla EMS i cyberbezpieczeństwa, nie możemy dopuścić do sytuacji, w której urządzenia pochodzące z państw uznawanych przez Unię Europejską za źródło podwyższonego ryzyka cyberbezpieczeństwa otrzymują „drugie życie” dzięki zewnętrznym bramkom komunikacyjnym czy symbolicznej etykiecie local contentu. Komisja Europejska już dziś ogranicza finansowanie projektów wykorzystujących takie technologie, wskazując na ich potencjalny wpływ na bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej. Jeżeli traktujemy cyberbezpieczeństwo poważnie, wymagania muszą być spełnione w samym DNA produktu, a nie poprzez później doklejane rozwiązania mające jedynie stworzyć wrażenie zgodności.
Optymalne podejście, określane m.in. jako security by design czy Cyber Informed Engineering, jest dzisiaj szczególnie istotne.
– Polska wygrała pierwszy etap transformacji energetycznej, angażując w nią prosumentów. Teraz musimy wygrać wyścig o bezpieczeństwo i elastyczność całego systemu. Transformacja może być trwała tylko wtedy, gdy jest jednocześnie bezpieczna. Dzisiaj inwestor powinien pytać nie tylko o sprawność falownika czy pojemność magazynu energii. Równie ważne jest to, jak chronione są dane, kto ma dostęp do urządzeń, w jaki sposób producent reaguje na nowe zagrożenia i czy technologia odpowiada wymaganiom rynku, na którym będzie pracować. Bezpieczeństwo nie może być dodatkiem do transformacji – musi być jednym z jej fundamentów – mówi Maciej Cichocki, Regional Manager Northeast Europe w SolarEdge Technologies.
SolarEdge uwzględnia te kwestie już na poziomie architektury systemów. Rozwiązania firmy odnoszą się m.in. do europejskich wymagań i standardów dotyczących cyberbezpieczeństwa, a system zarządzania bezpieczeństwem informacji objęty jest certyfikacją ISO 27001. Ważniejszy od samej listy norm jest jednak kierunek: bezpieczeństwo musi być procesem rozwijanym przez cały cykl życia produktu.
SolarEdge od kilkunastu lat rozwija swoją obecność w Polsce. Lokalny zespół odpowiada m.in. za tworzenie i dostosowanie nowych produktów, wsparcie techniczne, serwis i zagadnienia związane z certyfikacją. Technologia firmy stosowana jest w domowych instalacjach PV, w projektach komercyjnych i przemysłowych oraz obiektach, w których ciągłość działania i bezpieczeństwo infrastruktury mają szczególne znaczenie.
MATERIAŁ PARTNERA: SOLAREDGE