Artykuł jest częścią raportu „Polska Energia 2026” poświęconego transformacji energetycznej polskiej gospodarki i branży energetycznej, który redakcja "Rzeczpospolitej" przygotowała z okazji Energy Days w Katowicach.

Dzisiaj naprawdę trudno jest policzyć, ile było pozornych zawieszeń broni między Stanami Zjednoczonymi. Pozornych, bo żadne z nich nie było honorowane przez dłużej niż kilkanaście godzin. W efekcie ceny ropy i gazu są rozchwiane, rządy nerwowo poszukują gwarancji nowych dostaw, a firmy i inwestorzy nieustannie oceniają ryzyko i to, jak długo są w stanie je ponieść. A według analiz Instytutu Ekonomii Energii i Analiz Finansowych (IEEFA) nawet gdyby rzeczywiście zawieszenie broni oznaczało względny spokój, to w przypadku cieśniny Ormuz przywrócenie jej pełnej operacyjności zajmie przynajmniej pół roku dla transportu ropy i jeszcze dłużej do przywrócenia transportu gazu do poziomu sprzed wybuchu wojny USA–Iran.

Jakie w takim razie są scenariusze na przyszłość?

Surowce energetyczne z importu pozostają głównymi gwarantami bezpieczeństwa energetycznego

W tym przypadku przedłużająca się eskalacja konfliktu skutkuje drogimi paliwami, wzrostem inflacji, presją na stopy procentowe, niekorzystną sytuacją w bilansach handlowych i spowolnieniem wzrostu gospodarki.

Najlepszym przykładem jest tutaj Azja. Według wyliczeń IEEFA Pakistan, Filipiny oraz Japonia są aż w 90 proc. uzależnione od dostaw ropy z Zatoki Perskiej. I to te kraje właśnie dzisiaj są najbardziej zagrożone jakimikolwiek przerwami w dostawach czy nagłymi ruchami cen. W nieco lepszej sytuacji są Indie, które wprawdzie również importują 90 proc. ropy z krajów zatoki, to już w przypadku gazu, w tym także LNG, kierunki dostaw są bardziej zdywersyfikowane.

Budowanie strategii energetycznej opartej na importowanych paliwach kopalnych powoduje rosnące ryzyko dla przemysłu, finansów państwa oraz inflacji.

LNG traci swój status wiarygodnego paliwa w czasach transformacji

Dotychczas LNG był uznawany za wiarygodne paliwo alternatywne dla krajów przebudowujących swój miks energetyczny. Wystawienie tego nośnika energii na ryzyko geopolityczne i cenowe całkowicie zmieniłoby tę sytuację. Dla producentów LNG, takich jak chociażby Australia, USA i Katar, byłaby to fatalna wiadomość.

W wielu krajach, w tym przede wszystkim w Chinach i Wietnamie, mocno zaawansowane projekty produkcji LNG już zostały wstrzymane. W innych krajach środki zostały przekierowane na inwestycje w produkcję energii ze źródeł odnawialnych, bo uznano, że tylko w ten sposób można doprowadzić do zmniejszenia uzależnienia od paliw kopalnych z importu.

W przypadku Europy polityka uniezależnienia się od dostaw gazu ziemnego przesyłanego rurociągami zwiększyła uzależnienie od LNG, jednocześnie nie spowodowała usunięcia ryzyka geopolitycznego. Zyskały na tym Stany Zjednoczone. Tylko od marca do maja 2026 wzrost amerykańskiego udziału w imporcie LNG przez kraje UE wzrósł o 60 proc. Zwiększyły się także dostawy rosyjskie w tym okresie – o 25 proc. Zauważono jednak nowe zjawisko: generalnie popyt na LNG w Europie zaczął spadać. Co nie oznacza jednak, że zmniejsza się wpływ cen gazu na ceny energii elektrycznej. Nadal większość energii elektrycznej produkowanej na naszym kontynencie pochodzi z gazu.

Koszty zmian w miksie energetycznym ponoszą konsumenci, podatnicy i branże energochłonne

Rządom na dzisiaj konieczne są narzędzia do złagodzenia kryzysu energetycznego w krótkim czasie. Może to być racjonowanie paliw, wprowadzenie limitów cenowych, subsydia i wynegocjowanie szybkich dostaw w sytuacji wyjątkowego zaostrzenia kryzysu. Te wszystkie środki mogą na krótki czas złagodzić skutki kryzysu. Tyle że taka polityka doprowadzi jedynie do zwiększonego uzależnienia od paliw kopalnych w dłuższym czasie.

W Japonii na subsydia do cen paliw w latach 2022–2026 wydano 77 mld dol. To kwota, na którą mało który kraj na świecie może sobie pozwolić. W Polsce dwa programy CPN wiązały się z kosztem dla budżetu w wysokości 4,7 mld zł w pierwszej edycji, a edycja druga to koszt 495 mln zł.

W Stanach Zjednoczonych nie było chwili wahania. Energetyczny koszt wojny z Iranem został przełożony na konsumentów. A światowy kryzys uznano za szansę zwiększenia eksportu LNG. W Indiach firmy zajmujące się marketingiem wzięły na siebie wzrost kosztów oleju wykorzystywanego do gotowania w domu (4 mld dol.), a biedny Bangladesz wysupłał miliard dolarów na subsydia do importu LNG.

W tym przypadku wniosek jest jeden: szukanie pieniędzy do zasypania dziury spowodowanej większymi wydatkami na importowane ropę i gaz spowoduje jedynie coraz większą ekspozycję na niekontrolowane ceny ropy i gazu.

Wydobycie ropy to nie największy problem. Dziś najważniejszy okazuje się jej transport

Wydobycie ropy to nie największy problem. Dziś najważniejszy okazuje się jej transport

Szok cenowy rozlewa się poza rynek ropy i gazu

Ten kryzys stanowi również sprawdzian dla łańcuchów dostaw. Przerwy w ich funkcjonowaniu to testy dla transportu żywności, produkcji, technologii oraz przemysłu ciężkiego.

Przed wojną amerykańsko-irańską przez cieśninę Ormuz przepływała ok. jedna trzecia dostaw nawozów sztucznych transportowanych drogą morską i 7–8 proc. globalnych dostaw tych produktów. Region Zatoki Perskiej jest również znaczącym dostawcą helu niezbędnego do produkcji półprzewodników, polietylenu i aluminium. W Indiach obecny kryzys grozi koniecznością zwolnienia 5 mln pracowników. W Bangladeszu pojawiła się groźba likwidacji firm z przemysłu odzieżowego.

Co można zrobić, żeby nie spełnił się czarny scenariusz?

Odpowiedź jest prosta, ale środki bardzo trudne do zrealizowania. To ograniczenie popytu, elektryfikacja oraz inwestowanie w produkcję energii odnawialnej. To środki, które dadzą efekty, ale całego problemu nie rozwiążą. Z pewnością ułatwi to ograniczenie ekspozycji na wykorzystanie paliw kopalnych, a nie poszukiwanie nowych dostawców. Na pierwszej linii frontu znaleźli się Koreańczycy, którzy bardzo przyspieszyli wykorzystanie źródeł energii odnawialnej.

Bank Światowy wyliczył, że w Indiach korzystanie z energii elektrycznej, a nie gazu LNG przy przygotowywaniu domowych posiłków obniżyłoby koszty o 37 proc. I byłoby o 14 proc. tańsze od gotowania na gazie naturalnym. Pakistańczycy z kolei postawili na energię słoneczną, jednocześnie zmniejszając import gazu i ropy, i już odczuwają korzyści tej decyzji.

Zdaniem Międzynarodowej Agencji Energetycznej są jeszcze inne możliwe środki do zastosowania, dające mniejsze efekty, ale łatwiejsze i mniej kosztowne do szybkiego wprowadzenia w praktyce. To znana z czasów pandemii praca zdalna, tam, gdzie tylko jest to możliwe. W ten sposób można z powodzeniem ograniczyć zużycie paliwa. Ta metoda została zastosowana już w wielu krajach, głównie w Azji. W Pakistanie i na Filipinach, w Indonezji i na Sri Lance pracownicy administracji państwowej pracują tylko cztery dni w tygodniu. Także uczniowie i studenci więcej czasu spędzają na nauce w domu niż w szkolnych klasach.

W kilku krajach o gorącym klimacie wydano rozporządzenie o podwyższeniu temperatury w pomieszczeniach biurowych, co ograniczyło korzystanie z klimatyzatorów. W Jordanii, gdzie latem panuje temperatura powyżej 40 stopni, administracyjnie zakazano korzystania z klimatyzacji. Pojawiły się także naciski na korzystanie z transportu publicznego, co ogranicza zużycie paliwa. We Francji biedniejsze rodziny mogą skorzystać z subsydiów przy kupowaniu samochodów z napędem elektrycznym. Na Litwie ceny biletów na przejazdy koleją obniżono o połowę. W Chile taksówkarze otrzymują dotacje do kupna aut elektrycznych. W Tajlandii i Argentynie administracyjnie podwyższono limit udziału biopaliwa w paliwie sprzedawanym na stacjach.

Większość krajów importujących ropę i gaz ograniczyła podróże służbowe pracowników instytucji państwowych i władz centralnych. W Jordanii i Pakistanie takich podróży wręcz zakazano.

Nie brakuje również bezpośrednich interwencji na rynku paliw. Polska wprowadziła CPN, Chorwacja i Węgry narzuciły ceny maksymalne. Czechy wprowadziły limity dla zysków dystrybutorów. Chińczycy z kolei zainterweniowali w rafineriach, wprowadzając limit cenowy w rafineriach.

Te wszystkie posunięcia są rozwiązaniami cząstkowymi, raczej na kilka tygodni, góra na kilka miesięcy. Ich efekt jest jednak szybki i jest mało prawdopodobne, aby rzeczywiście stanowiły rozwiązanie na dłuższą metę.