Ostatnie wypowiedzi Neila Gorsucha czyta się jak manifest najbardziej zaciekłych wrogów Donalda Trumpa. – Nasz system równowagi i oddzielenia organów państwa jest zagrożony przez ciągłą akumulację władzy w rękach jednego człowieka. To nie jest zgodne z regułami republiki – uznał.
Tyle, że Gorsuch był pierwszym spośród konserwatywnych sędziów mianowanych przez Trumpa. Już w 2017 r., w trakcie pierwszej kadencji prezydenta, dołączył do Sądu Najwyższego. Amerykański przywódca spodziewał się, że jego nominat odwdzięczy się otwierając mu drogę do, jeśli nie absolutnej, to autorytarnej władzy.
Republikanie do tej pory akceptowali wszystkie kaprysy Donalda Trumpa
Tak się nie stało. Choć sześciu na dziewięciu sędziów podziela konserwatywne poglądy, przeciw Trumpowi zagłosowało aż sześciu z nich łącznie z przewodniczącym Johnem Robertsem. Dla nich to nie transakcyjna logika miliardera, ale przywiązanie do konstytucji, a więc demokracji okazało się najważniejsze. A tam jest jasno napisane, że to do Kongresu należy ustalenie ceł i szerzej polityki handlowej. – Proces legislacyjny może być czasochłonny i żmudny, ale stanowi zabezpieczenie przed impulsywnością jednego człowieka – mówił dalej Gorsuch.
Czytaj więcej
Viktor Orbán chyba postawił na złego konia. Inaczej niż w polskich wyborach prezydenckich poparcie Donald Trumpa nie otwiera mu drogi do zwycięstwa.
Owszem: mianowani dożywotnie sędziowie nie ryzykują wiele. Ale ich odwaga wcale nie była pewna. W Ameryce Trumpa, jak w Polsce czasów nacjonalistycznego populizmu, liczba poświęcających podstawowy interes państw dla osobistej kariery jest ogromna. Wystarczy zobaczyć, jak republikanie w Kongresie, spadkobiercy Abrahama Lincolna i Ronalda Reagana, bez wahania aprobowali wszystkie kaprysy blisko 80-letniego prezydenta.
Ameryki nie było stać na osądzenie Trumpa za próbę zamachu stanu
Wyrok Sądu Najwyższego przejdzie do historii, bo może oznaczać początek końca Trumpizmu. Czarne chmury zbierają się nad Białym Domem. Na osiem miesięcy przed wyborami do Kongresu wzrost gospodarczy się załamał. Brutalna polityka migracyjna w Minneapolis i innych miastach kraju kończy się porażką. Od Latynosów po młodych: kolejne grupy wyborców odwracają się od Trumpa. Inaczej, niż w Wielkiej Brytanii, gdzie skandal Jeffreya Epsteina zaczyna dosięgać zdawałoby się nietykalnych, w tym brat króla Karola, Ameryki nie stać było do tej pory na coś podobnego. Inaczej, niż w Brazylii, gdzie za próbę zamachu stanu został skazany Jair Bolsonaro, włos nie spadł z głowy Trumpa za podobną zbrodnię w styczniu 2021 r. Ale decyzja Sądu Najwyższego w sprawie ceł pokazuje, że i to może się zmienić.
Czytaj więcej
W świecie rywalizacji potęg bez wsparcia europejskich sojuszników Stany Zjednoczone wkrótce dojdą do kresu swoich możliwości - ostrzegł, otwierając...
Na razie prezydent tego wszystkiego nie przyjmuje do wiadomości. Idzie w zaparte. Zapowiada przywrócenie karnych ceł, tylko innymi sposobami. Ale w realnym świecie efektem może być przede wszystkim dalsza niepewność dla biznesu. Czyli jeszcze większy marazm gospodarczy. Jeszcze dalej od Donalda Trumpa poszedł wiceprezydent J.D. Vance. Uznał, że wyrok Sądu Najwyższego jest „nielegalny”. Czy podświadomie czuje, że jego marzenie o przejęciu sukcesji po Trumpie właśnie się ulatnia? Okaże się zapewne już całkiem niedługo.