Z zewnątrz dom zaprojektowany przez architekta Scotta Spechta w Austin w Teksasie, nie ma ani jednego okna. Fasada z surowej stali kortenowskiej daje wrażenie, że konstrukcja jest niezwykle wytrzymała i gotowa na wszystko. Projekt pracowni Specht Novak to odpowiedź na potrzebę prywatności i bezpieczeństwa, którą coraz częściej czują mieszkańcy miast.
Stealth House: Rezydencja bez okien
Na przedmieściach Austin w stanie Teksas, w sąsiedztwie klasycznych amerykańskich domów z charakterystycznym jasnym sidingiem stanęła rezydencja, która różni się od nich właściwie wszystkim. Stealth House, czyli po polsku „Ukryty dom”, na zewnątrz zamiast okien ma wielofunkcyjną powierzchnię, która może pełnić rolę ozdobną, ale też stać się nośnikiem reklamowym, na którym będą emitowane reklamy.
Stealth House ma okna, i to od podłogi po sufit. Są one jednak ukryte: duże przeszklenia wychodzą na wewnętrzne dziedzińce, do których dostęp mają jedynie domownicy i ewentualnie ich goście. Te przestrzenie pozostają niewidoczne z ulicy.
Czytaj więcej
Jury konkursu Prix Versailles wybrało osiem najpiękniejszych nowych budynków na świecie. Tytuł najładniejszej stacji pasażerskiej trafił do projekt...
Taką rezydencję zaprojektował dla siebie i swojej rodziny architekt Scott Specht, współzałożyciel pracowni Specht Novak. Budowa dobiegła końca w 2024 r.
Powierzchnia parterowego domu wynosi około 120 metrów kwadratowych. Razem z dwoma porośniętymi zielenią, ogrodzonymi dziedzińcami cała posiadłość zajmuje 320 metrów kwadratowych.
„Chcieliśmy całkowicie odwrócić myślenie o tym, co wpływa na poczucie, że dom jest otwarty i gościnny” – tłumaczy Scott Specht kulisy powstania projektu.
„Większość współczesnych domów łączy się ze światem zewnętrznym poprzez okna, ale co w sytuacji, kiedy nie chcesz pozostawać na widoku? Co zrobić, jeżeli pragniesz światła, natury i przestrzeni bez poświęcania swojej prywatności?” – mówi architekt.
Domy przyszłości: Prywatne twierdze
Po przekroczeniu progu domu Scotta Spechta oczom gości ukazują się słoneczne wnętrza. Są przestrzenne, dominuje w nich drewno i żywe, ciepłe kolory ziemi. Dom mieści obszerny salon połączony z kuchnią i dwie sypialnie z prywatnymi łazienkami. Każde pomieszczenie posiada przeszklenia wychodzące na któryś z dziedzińców.
Niektórzy krytykują projekt Spechta. Sceptycy zarzucają mu, że przeczy on idei społeczności, która powinna tworzyć się w gronie sąsiadów. Ich zdaniem projekt „Ukrytego domu” pokazuje, że współcześni zamożni ludzie często nie odczuwają potrzeby bycia częścią takiej społeczności.
Właściciele domu odpierają tę krytykę. „On daje nam poczucie łączności, ale na naszych warunkach” – tłumaczy Specht.
Projektując rezydencję, architekt inspirował się między innymi rzymskimi domusami, marokańskimi riadami, chińskimi siheyuanami czy japońskimi machiyami. Wszystkie te tradycyjne domy posiadały wewnętrzne dziedzińce (zadaszone lub nie), wokół których koncentrowało się życie mieszkańców.
„Ludzie mówią, że czują się tu jak w sanktuarium. To jest właśnie efekt, na którym nam zależało” – podkreśla Shiraz Bakshai, partnerka Spechta. Jak podkreślają właściciele „Ukrytego domu”, brak zewnętrznych okien ma też swój istotny aspekt praktyczny, bo zmniejsza utratę ciepła.
Radykalny projekt Scotta Spechta zyskał uznanie w branży architektonicznej. Realizacja ma na koncie między innymi nagrody w ramach konkursów National American Institute of Architects Award, Residential Design Architecture Awards i Build Design Awards.