Korespondencja z Mediolanu
Spokój w głowie, ogień w nogach – to dobre hasło na igrzyska?
Bardzo dobre. Staram się o tym wszystkim za dużo nie myśleć. Wyrzucam z głowy fakt, że to jakiś wyjątkowy moment. Igrzyska są wyjątkowe, oczywiście, że tak, ale nie chcę tego podkręcać. Chcę zrobić wszystko, co mogę, tak jak na każdych innych zawodach. Robię swoje, słucham trenerów, korzystam z rad kolegów i skupiam się na jeździe.
Ale jednak to igrzyska. Czuje pan, że jest w centrum uwagi?
Czuję. Zdjęcia, wywiady, zainteresowanie mediów – bardzo mi się to podoba. Nie będę udawał, że nie, ale staram się przeżywać to spokojnie, bardziej w swojej głowie albo w rozmowach z bliskimi znajomymi, którym ufam. Nie czytam wszystkiego, wyłączyłem Instagrama, staram się unikać wiadomości. Najważniejsze jest to, co zrobię na lodzie.
Czytaj więcej
Rosyjskiej flagi na rozpoczynających się w piątek zimowych igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo nie zobaczymy, ale kilkoro spo...
W jakiej jest pan formie przed startem, najpierw na 10 000 m, a później na 1500 m?
W najlepszej w życiu. Naprawdę. Czuję, że mogę dać bardzo dużo. Organizm pracuje tak, jak trzeba, głowa jest spokojna. To dla sportowca najważniejsze, kiedy czuje, że wszystko się zgadza.
Cztery lata temu pana życie wyglądało zupełnie inaczej, gdy uciekał pan do Polski po wybuchu wojny
Wyjechałem, bo chciałem normalnie żyć, trenować i kontynuować karierę. Na początku nie wiedziałem, co będzie dalej. Była niepewność, formalności, czekanie. Wiedziałem, że po okresie karencji będę mógł startować w Pucharze Świata czy mistrzostwach świata i Europy, ale żeby pojechać na igrzyska, potrzebny był polski paszport. Kiedy dostałem kartę pobytu i usłyszałem, że sprawy paszportowe idą w dobrym kierunku, pierwszy raz naprawdę uwierzyłem, że to się może udać.
Pobicie rekordu Thialfa, czyli najsłynniejszego toru łyżwiarskiego na świecie, wręcz można powiedzieć „łyżwiarskiego Wembley”, i tak spektakularne wywalczenie kwalifikacji olimpijskiej na 10 000 m musi robić wrażenie na rywalach…
Na pewno. Kiedy pobiłem rekord na Thialfie i zdobyłem kwalifikację na 10 000 m, poczułem, że jestem w światowej czołówce. Kiedyś patrzyłem na takich zawodników jak Davide Ghiotto i myślałem: „wow, jaki potwór”. A teraz widzę, że oni patrzą na mnie z szacunkiem. I powiem szczerze – podoba mi się to uczucie.
Czytaj więcej
Na mistrzostwach świata w Hamar w łyżwiarstwie szybkim brązowy medal na dystansie 5000 m zdobył dla Polski pochodzący z Rosji Władimir Semirunnij.
Słychać głosy, że doskonale wpasował się pan w naszą reprezentację. Po polsku mówi pan już świetnie
Nie mogę powiedzieć złego słowa o nikim z kadry i z każdym mam super kontakt. Dużo żartujemy, jest dobra energia, nikt się nie spina. To bardzo pomaga, żeby się nie stresować. Nawet jeśli jest różnica pokolenia, jak między mną a Natalią Czerwonką, to zachowujemy się jak brat i siostra. Śmiejemy się, wspieramy. To jest piękne.
Moja dziewczyna przyleciała już do Mediolanu, a to jeden z najważniejszych kibiców. Rodzice i cała rodzina z Rosji będą oglądać przed telewizorami. Są bardzo dumni
Dużą rolę odgrywa także trener?
Ogromną. On mnie wspiera, nie chodzi za mną i nie mówi złych rzeczy, nie krytykuje. Jeśli czuję, że coś jest nie tak, zawsze mogę przyjść i pogadać. Najpierw trener, potem przyjaciele z kadry. Dzięki temu czuję się tu naprawdę jak w domu.
Tor w Mediolanie, choć tymczasowy, naprawdę jest szybki. Pokazują to rekordy olimpijskie, które padają
Bardzo mi się podoba ten tor. Jedyny minus to temperatura, bo jest naprawdę gorąco. Dlatego używam kamizelki chłodzącej między odcinkami i chodzę w niej po rozgrzewce. Ale lód jest szybki, co skutkuje rekordami. Porównałbym go do toru w Tomaszowie Mazowieckim, ale na pewno jest jeszcze szybszy. Pasuje mi to.
Czytaj więcej
Damian Żurek był mocnym kandydatem do podium igrzysk w Mediolanie i Cortinie na dystansie 1000 m. Zaczął świetnie, ale w końcówce opadł z sił i do...
Bliskość Polski sprawia, że do Mediolanu za wieloma naszymi sportowcami przyjeżdżają najbliżsi. Pan też może liczyć na takie wsparcie?
Tak, moja dziewczyna przyleciała już do Mediolanu, a to jeden z najważniejszych kibiców. Rodzice i cała rodzina z Rosji będą oglądać przed telewizorami. Są bardzo dumni. Mówią, że jestem najlepszym synem. A ja mówię, że mam najlepszych rodziców. Zawsze mnie wspierali i dalej wspierają. Cieszę się, że ich mam.
Byłem już kilka razy na mieście, spacerowałem. No i oczywiście, jak to we Włoszech, musiałem spróbować pizzy i tiramisu. O, brak tiramisu w wiosce to chyba jedyna wada
A jak wygląda życie w wiosce olimpijskiej?
Bardzo fajnie. Można pogadać z innymi sportowcami, zobaczyć, jak oni przeżywają igrzyska. Byłem już kilka razy na mieście, spacerowałem. No i oczywiście, jak to we Włoszech, musiałem spróbować pizzy i tiramisu. O, brak tiramisu w wiosce to chyba jedyna wada.
Znajdzie pan czas, by kibicować innym?
Na pewno chciałbym iść na short track. A po swoim starcie bardzo chcę kibicować naszym panczenistom – Damianowi, Markowi i Piotrkowi, którzy w sobotę będą walczyć na 500 m.
Czego możemy się spodziewać po Władku Semirunniju w Mediolanie? Właśnie spokoju w głowie i ognia w nogach, od których rozpoczęliśmy tę rozmowę?
Tak, i tego, że będę walczył do końca. Jestem przygotowany najlepiej, jak można i nie odczuwam stresu. Co z tego wyjdzie, zobaczymy, ale wierzę, że będzie dobrze.