Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie sukcesy osiągnęła polska reprezentacja w skokach narciarskich na igrzyskach w Predazzo?
- W jaki sposób pogoda wpływała na przebieg olimpijskiego konkursu duetów?
- Jakie były oczekiwania kibiców przed konkursem duetów i jak zmieniły się po zawodach?
Skoki narciarskie są nieprzewidywalne i szalone, pogoda potrafi spłatać figla i rozdawać karty, jednych posadzić na tronie, a innych pogrążyć w smutku. A jeśli jeszcze do tego dodamy Predazzo, które dla polskich skoków jest miejscem szczególnym, to mamy gotowy przepis na fantastyczny wieczór, pełen zwrotów akcji i do końca trzymający w napięciu.
Przed konkursem duetów kibice teoretycznie nie mogli oczekiwać zbyt wiele, bo żeby zdobyć medal, trzeba mieć dwóch skoczków w bardzo dobrej formie. Od kilku sezonów jest z tym w Polsce krucho i trudno złożyć drużynę, bo wyróżnia się co najwyżej jeden zawodnik. Jeśli w takiej sytuacji biało-czerwoni przystąpiliby do konkursu drużynowego, to mogliby zapomnieć o medalu. Duety to jednak inna sprawa, tutaj ciężar rozkłada się tylko na dwóch skoczków, a ten teoretycznie słabszy zawsze może mieć wystrzał formy.
Czytaj więcej
19-letni Kacper Tomasiak i osiem lat starszy Paweł Wąsek zajęli drugie miejsce olimpijskiego konkursu duetów na dużej skoczni w Predazzo. To 27. me...
Takiego konkursu skoków jeszcze nie było. Polacy mają srebro
Rok temu był to Paweł Wąsek, który skończył jako 14. zawodnik w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i nawet raz stanął na najniższym stopniu podium. W lecie jednak wyraźnie stracił formę, w tym sezonie siedem razy punktował, ale tyle samo razy odpadał po pierwszej serii i na pewno nie o taką powtarzalność chodziło.
Trochę pomogły mu przedolimpijskie treningi, ale w duetach wystąpił tylko dlatego, że lepszych od niego nie ma. Na igrzyska poleciał Kamil Stoch, jednak w Predazzo prezentował się tak, jak przez cały sezon, czyli słabo. W konkursie na normalnej skoczni stary mistrz zajął 38. miejsce, a w zawodach na dużym obiekcie był 21. Wąsek w obu przypadkach był o kilka pozycji wyżej, więc to normalne, że trener Maciej Maciusiak wskazał właśnie jego do pary dla Tomasiaka.
Czytaj więcej
Kacper Tomasiak ma już dwa medale olimpijskie. 19-letni Polak do srebra na normalnej skoczni dołożył brąz na dużym obiekcie. Godny następca Kamila...
Na szczęście najmłodszy zawodnik naszej reprezentacji na igrzyskach jest w rewelacyjnej dyspozycji. Chociaż ma dopiero 19 lat i przez całe lato skakał w kadrze B, a teraz dopiero debiutuje wśród najlepszych skoczków na świecie, to na najważniejszą imprezę sezonu przygotował rewelacyjną formę. Tylko on ma powody do zadowolenia podczas tych igrzysk, więc trener Maciusiak niedzielę wolał poświęcić na odpoczynek i regenerację, a z treningów zrezygnować. Kilka skoków więcej formy nie zbuduje, a teraz ważniejsza wydaje się psychika naszych zawodników.
Czytaj więcej
Z każdej strony słychać, że 19-letni Kacper Tomasiak jest gotowy mentalnie na sukces i po srebrnym medalu olimpijskim będzie stąpał twardo po ziemi...
Sam Tomasiak jednak nie wystarczał, by zaliczać Polskę do grona faworytów. Teoretycznie złoto powinni zdobyć Słoweńcy, którzy mają rewelacyjnego lidera klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Domena Prevca i czwartego Anże Laniska. Nie byłoby też sensacji, gdyby wygrali Japończycy w składzie: Ryoyu Kobayashi i Ren Nikaido, czyli drugi i trzeci skoczek tego sezonu. Aspiracje do medalowych miejsc zgłaszali także Austriacy (Jan Hoerl i Stephan Embacher) oraz Niemcy (Philipp Raimund i Andreas Wellinger).
Jak polscy skoczkowie napisali w Predazzo historię
Tego wieczoru napisał się jednak zupełnie inny scenariusz. Wąsek się przebudził i nie odstawał od Tomasiaka tak, jak można by się obawiać. Po pierwszej serii Polacy byli na trzecim miejscu, bo obaj skoczyli bardzo dobrze: Wąsek 133,5, a Tomasiak 135,5 m. Przed nimi byli Słoweńcy i Austriacy, a dalej Niemcy i Japończycy. Po kolejnych dwóch skokach polski duet awansował o jeszcze jedno miejsce, a Niemców wyprzedzili Norwegowie.
W trzeciej serii w normalnych warunkach zdążył jeszcze skoczyć Wąsek, ale jego 129 m spowodowało, że spadliśmy poza podium. Cieszyli się Niemcy, bo 136 m Philippa Raimunda wywindowało ich na pozycję liderów. Na skoczni w Predazzo zaczynało jednak coraz mocniej wiać i sypać, i warunki stały się nie tylko nierówne, ale wręcz niebezpieczne. Jury zdecydowało się po długiej przerwie puścić Tomasiaka, ale ten skoczył tylko 124,5 m. Dla wszystkich było jasne, że to pogoda zaczęła rozdawać karty.
Czytaj więcej
Trzy medale i 20. miejsce w klasyfikacji generalnej – tak wygląda dotychczasowy bilans Polski na zimowych igrzyskach olimpijskich w Mediolanie i Co...
Ruszyły gorączkowe narady, co robić w takiej sytuacji: kontynuować konkurs czy go przerwać i które wyniki zostawić jako ostateczne. W całym zamieszaniu nagle w ramiona zaczęli sobie padać Austriacy, którzy byli liderami po dwóch seriach, a w górę wyskoczyli też Polacy. Kamil Stoch usłyszał od Sandro Pertile, że trzecia seria została anulowana, a po dwóch to biało-czerwoni mieli srebrne medale. Trzecie miejsce przypadło Norwegom.
Tego wieczoru w Predazzo napisała się historia skoków. Polacy jeszcze nigdy nie zdobyli trzech medali na jednych igrzyskach, a dokonali tego wtedy, kiedy nasza kadra pogrążała się w kryzysie. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Adam Małysz może odetchnąć z ulgą, a kibice mają nowych bohaterów.