Prezes wyjaśnia, że jeszcze do niedawna w firmie pracowało 560 osób, a obecnie jest ich 913. Ponieważ przez lata w Polsce nie było zamówień na okręty, pojawiła się luka pokoleniowa i nie jest łatwo znaleźć pracowników posiadających odpowiednie kwalifikacje. Dlatego jednym z zadań firmy jest odbudowa kompetencji. – (…) My otwieramy swoje klasy w szkołach średnich. Na Akademii Marynarki Wojennej otworzyliśmy kierunek technologiczne wsparcie budowy okrętów. To normalne studia inżynierskie, nasi specjaliści tam uczą. Za 2-3 lata będziemy mieli kolejny narybek młodych ludzi, których sami przygotowujemy i naturalnie kadra w stoczni będzie się wymieniać – informuje Marcin Ryngwelski.

Stocznia Wojenna w Gdyni chce wybudować dla Szwecji drugiego Ratownika

Zamówienia dla Stoczni Wojennej (dawna Stocznia Marynarki Wojennej, obecnie stocznia jest częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej) to efekt wzmocnień planowanych przez Siły Zbrojne RP. Aktualnie w stoczni budowane są dwie fregaty rakietowe – Wicher (na sierpień 2026 r. planowane jest wodowanie) oraz Burza (na 18 grudnia zaplanowano położenie stępki, czyli uroczysty początek fizycznej budowy statku). Program Miecznik, w ramach którego powstają te jednostki, wyceniany jest na 15 mld zł.

Pod koniec listopada w Stoczni Wojennej odbyło się również cięcie pierwszych blach pod okręt ratowniczy Ratownik (za ok. 1 mld zł). W tym samym czasie Ministerstwo Obrony Narodowej ogłosiło, że Szwecja ma kupić w Polsce podobną jednostkę. Stocznia Wojenna liczy na to zamówienie. – Mamy nadzieję, dlatego że to nie jest licencja zagraniczna. To jest polska myśl techniczna i może być produktem eksportowym – mówi wnp.pl prezes Ryngwelski.

Czytaj więcej

Maciej Miłosz:: Kupujemy okręty, czyli gospodarka, głupcze!

Gdyńska stocznia zyska na zakupie okrętów podwodnych ze Szwecji?

Jedną z najszerzej ostatnio komentowanych spraw dotyczących dostaw uzbrojenia dla polskiej armii była zapowiedź zakupienia trzech okrętów podwodnych w Szwecji. Jednym z argumentów podawanych przez rząd i armię jest potencjalna współpraca obu krajów na polu gospodarczym. Kilka dni temu w rozmowie z „Rzeczpospolitą” gen. bryg. Michał Marciniak, zastępca szefa Agencji Uzbrojenia, powiedział, że w ramach umowy ze Szwedami ma dojść do transferu technologii dotyczącego zabezpieczenia eksploatacji okrętu w całym cyklu jego życia, łącznie z modernizacją. – Chodzi o konkretne inwestycje w polski przemysł stoczniowy – stwierdził.

Jak czytamy w wnp.pl, serwisowaniem okrętów podwodnych chce się zająć PGZ. W jej portfolio są obecnie dwie stocznie – Stocznia Wojenna i Stocznia Remontowa Nauta. – To pozostawiam strategii PGZ, ale nie wyobrażam sobie, żebyśmy to my nie byli wiodącą stocznią w tym zakresie – mówi prezes Marcin Ryngwelski – Plan jest taki, że już na etapie budowy będziemy w tym bardzo mocno uczestniczyć. Będziemy tam jeździć i się szkolić. Tym bardziej że chciałbym, żeby powstała w stoczni druga hala, taka sama jak dla Miecznika, żeby zmieścić w niej dok pływający. Wtedy okręty podwodne mogłyby tu wpływać na remonty.

Czytaj więcej: Stocznia podwaja zatrudnienie. W okrętach „jest się czym podzielić”