Decyzje podejmujemy na dekady

Bloomberg

Wzrost płac na polskim rynku jest nieuchronny. GE nie ma z tym problemu, ponieważ jesteśmy obecni na rynkach, gdzie płace są bardzo wysokie – mówi Danucie Walewskiej wiceprezes General Electric John G. Rice.

Rz: Podpisał pan z polskim rządem umowę o współpracy strategicznej. Czy taki koncern jak GE potrzebuje umów z rządami?

Zawsze mieliśmy pomysły na rozwój działalności w poszczególnych krajach. Ale równie ważne było poznanie priorytetów rządów tam, gdzie jesteśmy silnie obecni. Gdyby nasze plany rozmijały się z planami rządu, szanse na biznes byłyby nikłe. Dlatego właśnie jesteśmy bardziej aktywni tam, gdzie wiadomo, jaką politykę zamierzają prowadzić władze. Wtedy łatwiej jest nam podejmować decyzje inwestycyjne. A porozumienie, jakie podpisaliśmy z polskim rządem, stwarza ramy do tej współpracy. Mamy już listę potencjalnych projektów, chociaż na razie nie będziemy jej ujawniać. Zamierzamy również brać udział w przetargach, nie licząc na specjalne traktowanie. Chociaż w każdym projekcie, np. energetycznym, czy to w produkcji turbin gazowych, czy produkowaniu energii z węgla, możemy być dobrym partnerem. A przynajmniej 75 proc. z tego, co dostarczymy, będzie pochodziło z rynku polskiego, zostanie wykonane przez naszych polskich pracowników bądź lokalnych dostawców, ale jednocześnie możemy dostarczyć zaawansowane rozwiązania. Zatrudnieni w naszym warszawskim Engineering Design Center w Warszawie należą do międzynarodowego zespołu GE. Tutaj także mamy swoje centrum doskonałości turbin gazowych, gdzie pracuje się na rzecz projektów na całym świecie. Natomiast gdy polscy pracownicy GE mają jakiekolwiek wątpliwości, zawsze mogą skorzystać ze wsparcia kolegów w innych krajach.

Mówi pan, że GE odpowiadają gospodarcze plany rządu. Co w nich przekonało, że warto takie porozumienie podpisać?

Zacznijmy od tego, że Polska i GE mają dobrą historię współpracy, co powoduje, że chcemy się zastanowić nad kolejnymi 25 latami w tym kraju. To rynek, który będzie się szybko rozwijał w ciągu kolejnych pięciu lat. Słyszymy dyskusję o planach dla branży energetycznej i o tym, z jakich źródeł powinna pochodzić energia. GE posiada wszystkie niezbędne technologie, które umożliwiają jej wytwarzanie. Uznaliśmy więc, że możemy być odpowiednim partnerem w tej transformacji. Nie ukrywam również, że odpowiada nam to, co obecny rząd przekazuje rynkowi. Wiele z tego, co mówi wicepremier Mateusz Morawiecki, jest spójne z naszymi celami. Nie oznacza to oczywiście gwarancji, że uda nam się pozyskać kontrakty, bo będziemy konkurować z innymi. Ale generalnie naszym zdaniem teraz są dobre czasy dla GE w Polsce.

Rząd stawia również na wzrost dochodów. Czy nie obawia się pan, że Polska przestanie być krajem tanim do produkcji?

Na polskim rynku wzrost płac jest nieuchronny. I nie jest zagrożeniem, ponieważ towarzyszy mu wzrost wydajności. GE nie ma z tym problemu, ponieważ jesteśmy obecni na rynkach, na których płace są bardzo wysokie i wypracowujemy tam zysk, bo wydajność jest na bardzo wysokim poziomie. Szukanie biznesu tam, gdzie siła robocza jest bardzo tania bądź podatki są niskie, to krótkowzroczna strategia. Spójrzmy na Azję: w latach 60. w Japonii, Hongkongu, Singapurze i Korei Południowej siła robocza była bardzo tania. Płace drastycznie wzrosły, ale GE nadal jest w tych krajach obecne. Możemy narzekać na spadek kursu jena, ale wysoki koszt pracy jest w pełni zrównoważony wydajnością i elastycznością tamtejszych pracowników. Nie obawiam się więc wysokich zarobków w Polsce, bo nasza załoga jest wydajna. Oczywiście kluczem jest przyszłość i to, czy wzrostowi zarobków będzie towarzyszył wzrost wydajności.

W ilu krajach GE ma już takie strategiczne porozumienia?

Pewnie w 15 ze 185, w jakich jesteśmy obecni. Bardzo ostrożnie je wybieramy. Bo niestety jest tak, że rządy planują posunięcia gospodarcze tylko do kolejnych wyborów. W Polsce jest rząd, który ma zupełnie inne podejście i nie wstawia swoich projektów w sztywne ramy cyklu wyborczego, tylko podejmuje decyzje, które wykraczają daleko poza te terminy. Tego właśnie potrzebuje biznes, bo decyzje, jakie my podejmujemy, zawsze są długoterminowe. Kiedy budujemy fabryki, decydujemy się na rozwój jakiejś branży, zawsze myślimy długodystansowo. Nie chodzi nam o miesiące czy nawet lata, ale o całe dekady.

Jak w takim razie z punktu widzenia biznesu GE mają się zapowiedzi prezydenta Donalda Trumpa i jego gotowość do wojen handlowych? Czy nie obawia się pan, że strategia, jaką macie wobec Polski, może się okazać zagrożona?

Nie sądzę, żeby się mogło tak wydarzyć. Oczywiście widzimy, że globalne umowy handlowe, delikatnie mówiąc, nie są priorytetem nowej administracji, ale z wieloma krajami Stany Zjednoczone mają współpracę bilateralną, a Polska jest właśnie jednym z krajów, z którym taka współpraca nie jest zagrożona. Oczywiście popieraliśmy i TPP, TTIP, i NAFTA, ale jesteśmy gotowi do funkcjonowania w „świecie bilateralnym”.

Czy wyobraża pan sobie wojnę handlową między USA a Meksykiem?

Nie chcę sobie wyobrażać. A spekuluje się również, że taki sam konflikt jak z Meksykiem może wybuchnąć także na linii USA–Chiny. Mogę powiedzieć jedno: takie starcia nikomu nie służą. Oczywiście to nie od nas zależy decyzja, czy taka wojna będzie czy nie. Natomiast nie mam wątpliwości, że ani naszemu krajowi, ani Chinom czy Meksykowi nie wyjdzie ona na dobre. Mam więc nadzieję, że pojawią się pomysły na rozwiązanie problemów bez posuwania się do ostateczności, jaką byłaby właśnie wojna handlowa, która wyrządziłaby ogromne szkody. Nie mówiąc o tym, że ściągnięcie amerykańskich firm do kraju byłoby niezwykle skomplikowane. Nie zmienia to faktu, że tworzenie miejsc pracy jest bardzo ważne i myśli o tym każdy rząd na świecie. Natomiast my, tworząc miejsca pracy w Polsce i rozwijając biznes tutaj, wspieramy także nowe miejsca pracy w Stanach Zjednoczonych. Na przykład gdybyśmy wygrali przetarg na elektrownię w Polsce, stworzylibyśmy miejsca pracy tutaj, ale jakaś część projektu powstawałaby także w USA.

CV

John Rice pracę w GE rozpoczął w 1978 r., a wiceprezesem został w 2010 r. Odpowiada za globalne interesy firmy, siedzibę ma w Hongkongu. Absolwent Hamilton College w Clinton. Zasiada we władzach kilku uczelni na świecie, w tym King Fahd University of Petroleum and Minerals w Arabii Saudyjskiej. Ma 58 lat.

Mogą Ci się również spodobać

Oto zmiany, które czekają europejski przemysł

Zielony Ład nowej Komisji Europejskiej tuż za progiem, więc analitycy zabrali się za przewidywania, ...

Gerhard Schroeder na czele Rosneft

Były kanclerz Niemiec stanął na czele rady dyrektorów rosyjskiego koncernu naftowego. To pierwszy obcokrajowiec ...

Energetyka nie ma wyboru, musi przestawić się na OZE

Polityka klimatyczna i sytuacja ekonomiczna (cena węgla) zmusza firmy do przestawienia się na OZE ...

Energetyka jest dla ludzi

Inwestycje w tej branży zwykle kojarzone są z wartymi miliardy złotych projektami. To błąd. ...

Ile Gazprom zapłaci Manciniemu?

Nowy włoski trener Zenitu St. Petersburg będzie dostawał 4,5 mln euro (18,8 mln zł) ...

Gazprom wystartuje z dwóch brzegów

Rosjanie są pewni swego i zamierzają od razu zbudować dwie nitki Nord Stream 2. ...