Rząd przeprasza się z wiatrakami?

Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Ministerstwo Energii ma plan rozwoju dla ekoelektrowni. Już w tym roku chce dużej aukcji dla wiatraków i fotowoltaiki – ustaliła „Rzeczpospolita”.

– Właściciele projektów farm wiatrowych mogliby się starać o rządowe wsparcie łącznie dla około 1 tys. MW nowych mocy. W przypadku małych instalacji słonecznych mówi się z kolei o 700 MW – ustaliła „Rzeczpospolita” w kilku źródłach zbliżonych do resortu. Nasi rozmówcy twierdzą, że ta ilość byłaby zaoferowana w całości na tegorocznej aukcji, gdzie odnawialne źródła energii (OZE) walczą o rządowy kontrakt, a nie rozparcelowana na kolejne lata.

Zmiana taktyki

Przy czym plany cały czas są modyfikowane. Ostatnia wersja wskazuje już na 1,3 tys. MW w koszyku dla źródeł słonecznych i wiatrowych o mocach powyżej 1 MW. – Jeśli coś zostałoby z tegorocznej puli, to przeszłoby do aukcji przyszłorocznej – tłumaczą koncepcję resortu nasi rozmówcy.

Ministerstwo Energii nie odpowiedziało na nasze pytania. Dotarliśmy jednak do fragmentu projektu nowelizacji ustawy o OZE, gdzie wprost mają być wpisane zakładane ilości energii na 2018 r. (te na 2019 r. mają być już zwyczajowo w rozporządzeniu). W koszyku dla dużych instalacji wiatrowych i fotowoltaicznych przewidziano zamówienie łącznie 45 TWh energii wartych 15,75 mld zł. Taka ilość w przypadku turbin daje wsparcie 940 MW-1,2 tys. MW mocy, w zależności od miejsca i produktywności.

Plany dużych aukcji dla dyskryminowanych dotąd niekorzystnymi regulacjami wiatraków (najpierw w postaci tzw. ustawy odległościowej nakładającej na istniejące turbiny wyższe podatki i hamującej rozwój kolejnych projektów, a potem poselskiej noweli ustawy o OZE, zwanej Lex Energa) mogą świadczyć o tym, że zarówno rząd jak i jego przedstawiciele z resortu energii zdali sobie sprawę, że więcej w stosunkach z Brukselą ryzykować nie mogą.

Zwłaszcza że w grudniu Komisja Europejska pozwoliła na wydanie rządowi w Warszawie z naszego budżetu 40 mld zł na subsydiowanie ekoelektrownie. To pieniądze, które już częściowo wydano w aukcjach z 2016 i 2017 r. Większość środków pójdzie jednak na kolejne aukcje, organizowane do połowy 2021 r. Część z tych pieniędzy trafi do działających już siłowni, np. na biomasę, biogaz i wodę.

Ale trzeba też budować nowe. Zwłaszcza że czas nagli. Do 2020 r. Polska ma się bowiem wykazać 15-proc. udziałem zielonej energii w końcowym zużyciu (na co składają się cele cząstkowe z trzech sektorów transportu, ciepła i elektroenergetyki).

– Możemy zawalczyć o zrealizowanie celu wyznaczonego dla elektroenergetyki i zielonego ciepła. Na polu transportu już przegraliśmy i wobec zbyt małego udziału zielonego prądu do napędów elektrycznych będziemy musieli importować biopaliwa drugiej generacji – twierdzi Grzegorz Wiśniewski, prezes Instytutu Energetyki Odnawialnej (IEO).

W przypadku elektroenergetyki, gdzie dążymy do 19,13-proc. udziału produkcji zielonego prądu w całkowitym zużyciu, też łatwo nie będzie. Bo z każdym rokiem coraz bardziej oddalamy się od celu.

Oddalanie się od celu

Najnowsze szacunki Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW) wskazują na 1,3 TWh niedoboru ekoenergii w 2017 r. wobec założonego dla ubiegłego roku progu. Ostatecznie do systemu trafiło wtedy około 24 TWh zielonego prądu, stanowiące 13,9 proc. zużycia (zamiast zakładanego 14,7 proc.).

Głównych przyczyn należy upatrywać w zahamowaniu współspalania biomasy z węglem (z 2,4 TWh w 2016 r. do 1,8 TWh w 2017 r. wobec ok. 7 TWh w szczytowym momencie), ale też zmniejszeniu produkcji z biomasy spalanej w dedykowanych kotłach (z 4,6 TWh do 3,5 TWh) wskutek zapisów Lex Energa. Częstowana raz po raz czarną polewką branża wiatrowa wyprodukowała zaś znacznie więcej niż się spodziewano. Turbiny na lądzie wykręciły w ubiegłym roku 14,9 TWh zamiast zakładanych wcześniej 12,6 TWh. Jak zauważa PSEW, jest to jedna z nielicznych – obok największej od 2010 r. produkcji elektrowni wodnych – przyczyna wzrostu produkcji energii elektrycznej z OZE do niecałych 24 TWh.

W 2018 r. luka powiększy się do 5 TWh – wyprodukujemy 22,6 TWh zielonego prądu. Udział OZE w zaspokajaniu zużycia energii sięgnie 12,82 proc. wobec 15,64 proc. zakładanych na ten rok dla sektora. Trzeba bowiem wziąć pod uwagę stały wzrost zapotrzebowania na energię, które nad Wisłą rośnie w tempie nawet 2 proc. rocznie. To zaś sprawia, że ilość zielonej energii w zużyciu – przy braku nowych inwestycji w duże moce – zaczyna się rozmywać.

– Jeszcze tylko aukcje odbywające się w latach 2018–2019 będą miały wpływ na realizację celu 2020 r., i to tylko dla farm wiatrowych i fotowoltaicznych, które można postawić w ciągu roku czy dwóch lat – zauważa Janusz Gajowiecki, prezes PSEW. Z jego szacunków wynika jednak, że przybliżenie się wyznaczonych 15 proc. z OZE w finalnym zużyciu wymagałoby zaoferowania w tegorocznej aukcji nawet 2 tys. MW dla samych wiatraków. To dlatego, że taki sam potencjał zainstalowanych turbin może zniknąć z polskiego rynku wskutek niekorzystnych regulacji – Tyle farm ma problemy finansowe uniemożliwiające nawet ich serwisowanie. Jednocześnie nie są na tyle duże, by stać się atrakcyjnym celem przejęcia – argumentuje Gajowiecki.

Z naszych informacji wynika, że w najbliższym czasie kwestia tegorocznych aukcji i samej noweli ustawy zostanie podniesiona na spotkaniu Komitetu Stałego Rady Ministrów. Cały czas trwa cyzelowanie wielkości wsparcia dla poszczególnych branż.

Wiśniewski nie wierzy jednak, by w obecnej sytuacji znalazł się oponent polityczny w rządzie sprzeciwiający się dużym aukcjom dla wiatraków. – To zbyt poważna sprawa, bo dotyczy już nie tylko groźby niespełnienia celów w zakresie odnawialnych źródeł, ale też wysokich kosztów ponoszonych przez podatników z tytułu trwających postępowań arbitrażowych inwestorów zagranicznych z branży wiatrowej czy wręcz groźby utraty środków z funduszy unijnych, zarówno tych wydatkowanych obecnie, jak i w przyszłości – argumentuje szef IEO. Poważnym argumentem wydaje się też być fakt, że sektor bankowy, w tym także polskie instytucje finansujące inwestycje w farmy dostały rykoszetem ze względu na wprowadzane dyskryminujące branże regulacje.

Elektrownie na jakie paliwo powinny dominować w strukturze wytwarzania prądu nad Wisłą?

Podyskutuj z nami na: facebook.com/ dziennikrzeczpospolita

Opinia

Tomasz Podgajniak, prezes grupy Enerco

Duże aukcje dla nowych wiatraków mogą być próbą zamknięcia ust branży, która została doprowadzona na skraj bankructwa i której przedstawiciele pozwali Skarb do międzynarodowego arbitrażu. Ale ich ogłoszenie nie oznacza wcale, że będą powstawać masowo kolejne farmy. Bo nawet właściciele projektów z pozwoleniami na budowę mogą się zderzyć z protestami społecznymi ze względu na wprowadzony ustawą odległościową minimalny dystans od zabudowań. Co więcej, banki, które sparzyły się na inwestycjach w OZE, nie wierzą w stabilność prawa. Nie chcą z nami rozmawiać nie tylko o finansowaniu kolejnych farm, ale także bardziej stabilnych źródeł, jak biogazownie.

Mogą Ci się również spodobać

Polska mało ambitna klimatycznie i energetycznie

Warszawa nie dość, że nie pomaga w globalnej walce z ociepleniem, to ma problem ...

Rząd chce wspólnych złóż

Zamiast fuzji Orlenu, Lotosu i PGNiG będzie łączenie ich działów poszukiwawczo-wydobywczych. Nie będzie zapowiedzianej ...

Prąd znaleziony w lesie

Żaden inny kraj na świecie nie wykorzystuje tak efektywnie biomasy do produkcji prądu, jak ...

Gazprom eksportuje coraz więcej gazu do Europy

W ciągu siedmiu miesięcy eksport rosyjskiego gazu na Zachód wzrósł o blisko 11 proc. ...

PGNiG zwiększy dostawy CNG

Koncern będzie sprzedawał coraz więcej sprężonego gazu do MPK w Rzeszowie. To rezultat wzrostu ...

Kijów nie chce rosyjskiego uranu

Ukraina chce uniezależnić swoje elektrownie jądrowe od rosyjskiego paliwa. W ciągu dwóch–trzech lat zastąpi ...