Przyszłość zamiast katastrofy

Zmiany wymagają również nasze nawyki – szybciej i taniej jest poruszać się po mieście hulajnogą czy rowerem, niż samochodem. Fot./Shutterstock

Jak dostosować nasze życie, a także działalność biznesu, do nowych warunków.

Dziś stajemy przed wyzwaniem zmiany paradygmatu szczęścia. Co do tego, że człowiek wpłynął na zmianę klimatu, wątpliwości nie ma żadna szanująca się instytucja naukowa na świecie. Musimy zmienić myślenie, by uratować świat, jaki znamy. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, ale dalszej rabunkowej eksploatacji zasobów przyrody i pompowania gigaton gazów cieplarnianych planeta nie wytrzyma.

Przez wiele ostatnich dziesięcioleci żyliśmy w przekonaniu, że mieć więcej, znaczy lepiej. Jeść więcej, podróżować więcej, i to jak najdalej, wejść w klapkach na Giewont, korzystać z systemu all inclusive w egzotycznym kraju, siedząc w sterylnie zamkniętym hotelu. Teraz wiemy, że musimy to zmienić. I to jest dziś największym wyzwaniem.

Zmieniamy miarę sukcesu

Jak zmierzyć sukces firmy, która zajmuje się wydobyciem kopalin, produkcją silników spalinowych albo masową hodowlą i wytwarzaniem mięsa? Dziś mierzymy ten sukces zwiększaniem produkcji i zysku. Wymagamy od tych firm kwartalnego ogłaszania wzrostu w raportach giełdowych. Od tego zależy premia menedżerów tych firm. Jak mają tego dokonać? Poprzez zapraszanie do konsumpcji. Konsumpcji jedzenia, może mniej wartościowego, ale więcej ważącego. Konsumpcji turystyki bez zrozumienia innych kultur. Konsumpcji czasu przed smatfonem (kiedyś – telewizorem) bez budowania wzajemnych relacji.

Nie musi tak być. Możemy zamiast na ciągły wzrost postawić na budowanie jakość życia. Tej zmiany nie musimy się bać. Ta zmiana może przynieść nam tylko zbawienne skutki. Możemy być zdrowsi, mieć więcej czasu na bycie z innymi, więcej marzyć, więcej czytać, mniej się stresować. Są już kraje, w których miarą rozwoju nie jest PKB, lecz indeks szczęścia. Oto kilka przykładów, jak to zrobić.

Nie musimy znać wszystkich odpowiedzi teraz, aby zmianę zacząć, tak jak nie znaliśmy wszystkich odpowiedzi, zaczynając zmianę systemu 30 lat temu. I udało się nam. Nie kto inny jak Polacy potrafili przestawić gospodarkę centralnie planowaną opartą na ZSRR na gospodarkę rynkową opartą na świecie. Zatem nie powinniśmy się bać przestawienia naszej gospodarki silnie emisyjnej na gospodarkę zeroemisyjną i opartą na idei obiegu zamkniętego. To nie jest pytanie „czy”, tylko „jak”. Więc jak tego dokonać? Z jednej strony to ambicja przedsiębiorców. Tej nie brakuje, bo jeśli 27 proc. komponentów wszystkich instalacji fotowoltaicznych z 2018 r. dostarczyli polscy producenci, to znaczy, że ktoś miał ambicję zacząć je produkować. Jeśli Solaris sprzedaje gdziekolwiek w świecie autobus elektryczny, to z napędem polskiej firmy z Warszawy, a to znaczy, że ktoś miał ambicję je projektować i wytwarzać. Do tych ambicji i umiejętności wcielania w życie należałoby jeszcze tylko dodać regulację „zanieczyszczający płaci”. Taka odpowiedzialność producenta pozwoli na kolejne innowacje w dziedzinie opakowań, ekonomii współdzielenia i recyklingu. Jednocześnie to oczekiwanie, a wręcz żądanie konsumentów. Wszystkich, ale w szczególności tych młodych, którzy chcą spokojnej przyszłości dla siebie.

Polskie firmy transportowe nie muszą się bać wprowadzenia ograniczeń emisji z transportu – mogą wraz z rodzimymi konstruktorami budować hybrydowe silniki (jak dziś robią to nasi sąsiedzi z Litwy). Polskie rolnictwo może wygrać jakością na europejskim rynku dzięki racjonalnemu ograniczeniu używania środków chemicznych do ochrony i napędzania wzrostu upraw. Firmy sektora energetycznego mogą stworzyć nowe miejsca pracy poprzez organizowanie usługi energetyki rozproszonej, chroniąc życie i zdrowie Polaków i zapewniając popyt na polskie komponenty fotowoltaiczne, farm wiatrowych i pomp ciepła, zamiast importować turbiny czy (niebezpieczną i przestarzałą) technologię jądrową oraz emitować niewyobrażalne ilości gazów cieplarnianych, których pochłonięcie wymagałoby obsadzenia lasem terenu równemu trzykrotności powierzchni Polski.

Nie od dziś wiemy, że w polityce inwestycja nie musi mieć ekonomicznego sensu, ale musi być duża. Politycy lubią duże inwestycje i przecinanie wstęgi, wtedy mogą powiedzieć: „Popatrzcie, ile zrobiliśmy”. Tym, co można nazwać „misiem na miarę naszych czasów”, jest zamiana za 90 mld zł naturalnych rzek w kanały żeglowne, którymi nie będzie co spławiać i w których nie będzie wystarczająco wody, aby coś mogło rzeką spłynąć. Albo wielkie elektrownie systemowe na węgiel, które są nieopłacalne, więc aby je zbudować, politycy muszą zmieniać zarządy w spółkach, choćby byli ich najlepszymi kolegami. Albo elektrownie jądrowe, które są technologią niebezpieczną, pochodzącą z importu, tak jak wszyscy specjaliści potrzebni do jej uruchomienia, czyli nie dadzą zarobić nikomu w Polsce, ale będą nas wszystkich kosztować w najdroższym prądzie.

Już raz nacisk społeczny i Solidarność wymusiły zmianę systemową. Teraz my wszyscy, my ekopatrioci, musimy wymusić na politykach zmianę myślenia i porzucenie szkodliwych projektów. By tak się stało, społeczeństwo musi mieć świadomość zagrożeń i możliwości rozwiązań. A to jest kwestia edukacji całego społeczeństwa.

Edukacja – jest, a nie ma…

Ile kosztuje instalacja fotowoltaiczna? Ile pompa ciepła i ocieplenie budynku? Ile zaoszczędzimy na prądzie i ogrzewaniu? Jak sortować odpady i jak wytwarzać ich mniej? Jak oszczędzać wodę i chronić deszczówkę, by nie uciekała prosto ze Skierniewic do Bałtyku, ale zasiliła lokalne lasy, pola i łąki? Na co zamienić samochód, by sprawnie dojechać do pracy czy szkoły? To wszystko da się policzyć, tego wszystkiego można się nauczyć. Wyedukowane społeczeństwo to takie, którym trudniej manipulować, które wymusza odpowiedzialne decyzje. Wyedukowane społeczeństwo to takie, które rozumie, czym jest zmiana klimatu i przed jakim wyzwaniem stoimy. To dlatego młodzież domaga się edukacji klimatycznej, wychodząc na ulice, to dlatego Babcie dla Klimatu domagają się bezpiecznego jutra dla swoich wnuków. Rozliczanie z obietnic oraz społeczna kontrola działania to jedyna droga do realnej zmiany świadomości całego społeczeństwa i polityków. Ambicja albo konsekwencje, innej drogi nie ma.

– Mirosław Proppé,
 prezes Fundacji WWF Polska

Mogą Ci się również spodobać

Ręczne sterowanie cenami prądu

Mechanizmy blokujące podwyżki rachunków za energię elektryczną mają obowiązywać także w kolejnych latach – ...

Niemcy na czele fanklubu Gazpromu

Największe unijne gospodarki stawiają na rosyjski gaz. Niemcy i Włochy znacznie zwiększyły jego zakupy. ...

Sergiy Skrypka – Dywersyfikacja dostaw ropy do Polski

Gościem programu Michała Niewiadomskiego #RZECZoBIZNESIE był Sergiy Skrypka, dyrektor generalny spółki Sarmatia. Budowa rurociągu ...

PGE zaczyna konsolidować swoje zielone aktywa

Dzięki stworzeniu linii biznesowej zarządzającej obszarem odnawialnych źródeł największa grupa zaoszczędzi ponad 50 mln ...

UDT ma kontrolować odzysk oparów paliwa

Urząd Dozoru Technicznego będzie kontrolował sprawność urządzeń służących do odzyskiwania oparów paliwa na stacjach ...

Nord Stream 1 stanął, Ukraina zarabia

Gazociąg Północny przechodzi kolejny przegląd techniczny. Z roku na rok czas przeglądów się wydłuża. ...