Musimy się zastanowić, jak chcemy żyć w następnych dekadach

Skok triumfu prezydenta COP24 Michała Kurtyki po osiągnięciu porozumienia na koniec obrad w Katowicach. Fot./Forum

Świat potrzebuje nowych modeli biznesowych, transformacja musi być solidarna i sprawiedliwa.

Za kilka tygodni minie rok, od kiedy 15 grudnia w katowickim Spodku zakończył się COP24. Dziś wspominam ten moment z uśmiechem, bo udało nam się osiągnąć sukces, jednak doskonale pamiętam, jak trudne i wyczerpujące było to dla mnie, i całego zespołu, doświadczenie. Pod koniec, gdy presja czasu stawała się nieznośna, uświadomiłem sobie ciążącą na mnie odpowiedzialność za losy uzgodnień, które miały umożliwić stworzenie wspólnych zasad, jakimi kierować się będą wszystkie państwa w zakresie ograniczenia wpływu człowieka na otaczający go klimat naszej planety.

Szczyt klimatyczny w stolicy Górnego Śląska pokazał, że refleksja nad wspólną przyszłością globu połączyła przedstawicieli wszystkich krajów świata. Były one w stanie osiągnąć konsensus i przyjąć mapę drogową pozwalającą na wcielenie w życie zobowiązań, jakie światowi liderzy wzięli na siebie w 2015 roku. Cała ludzkość, wszystkie państwa, wszyscy homo sapiens zgodzili się, jak działać, przyjmując prawie stustronicowy podręcznik reguł. Na sukces w Katowicach złożyło się wiele czynników, ale za nim do niego doszło, potrzeba było wielu spotkań na całym świecie, niezliczonych godzin spędzonych na rozmowach z liderami poszczególnych państw, które miały stanowić fundament pod rozmowy w stolicy Górnego Śląska.

Sukces z odroczonym terminem

Prawdziwy sukces szczytu w Katowicach zdecyduje się jednak w przyszłości, na skrzyżowaniu ludzkich aspiracji, sprawdzonych technologii i dostępnych zasobów. Jego miarą będzie ewolucja obecnego modelu cywilizacyjnego. „Ewolucja” – a nie „rewolucja” – pomimo oczekiwań wielu.

Sukces rewolucji przemysłowej był oparty na eksploatacji paliw kopalnych. XVIII wiek to czas pionierów i eksperymentatorów, którzy utorowali drogę dla nieprawdopodobnej ekspansji cywilizacji opartej na stale rosnącej konsumpcji energii. Najpierw węgla w XIX wieku. Później, w XX wieku, samochód i samolot doprowadziły ropę naftową na pierwsze miejsce zużywanych surowców na świecie. W 1850 roku paliwa kopalne dostarczały 5 proc. energii światowej, podczas gdy sto lat później było to ponad 90 proc. A jakie będzie najbliższe 100 lat? Obecnie zastanawiamy się nad tym, jak zmienić model rozwoju, tak aby ograniczyć paliwa kopalne, aby ograniczyć negatywny wpływ człowieka na planetę. Pytaniem, które mnie prowadziło w trakcie przygotowań do szczytu w Katowicach, było: czy to jest wykonalne? Odpowiedzi szukałem na całym świecie, w najbogatszych i najuboższych krajach świata, wśród przedsiębiorców i burmistrzów, w małych wspólnotach i wśród wielkich funduszy, pytając, w jaki sposób można połączyć te trzy elementy – ludzkie oczekiwania, nowe technologie, dostępne zasoby i środki – by to pozwalało patrzeć z nadzieją na pozytywną zmianę naszego modelu cywilizacji.

Turborewolucja technologiczna

Globalnym centrum podejmowania najważniejszych decyzji zarówno politycznych, jak i gospodarczych stał się region Azji i Pacyfiku. Epicentrum światowego rozwoju przesuwało się z basenu Morza Śródziemnego na Morze Północne, północny Atlantyk, by w pierwszych latach XXI wieku dotrzeć na Pacyfik. Z jednej strony tego oceanu oczywiście Kalifornia i zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych – siedziba Microsofu, Amazona, Apple’a, Facebooka, Alphabeta, Visy – sześciu na dziesięć największych firm giełdowych świata. Rolę drugiego rozgrywającego pełnią Chiny, na których działania spogląda cały świat. Dla których pacyficzne wybrzeże jest siedzibą Tencenta i Alibaba Group, kolejnych dwóch gigantów z listy dziesięciu największych firm giełdowych świata. To kraj umykający tradycyjnym opisom – z jednej strony rozwinięty, z drugiej rozwijający. Dzisiejszy ład polityczno-gospodarczy zależy nie tylko od wojen handlowych czy rozwoju nowych technologii, ale przede wszystkim od relacji między Chinami i Stanami Zjednoczonymi. Od tego, jak rozwinie się sytuacja na Pacyfiku. Dlatego też mówiąc o przyszłości, trzeba również się zastanowić, kto wówczas będzie nadawał ton globalnej polityce, w tym również w obszarze klimatu.

Nasze pokolenie jest spadkobiercą dziedzictwa poprzednich generacji budowanego w oparciu o paliwa kopalne. Ich cena, łatwość w dostępie napędzały rozwój miast, przemysłu oraz całych gospodarek. Przecież nie byłoby współczesnych miast bez windy i klimatyzacji, nie byłoby wakacji bez potężnych samolotów, a bez samochodów nie powstawałyby rozległe przedmieścia. Nie dbaliśmy jednak o efekty swoich działań dla środowiska. Świat będzie się rozwijał, ale czy wystarczy zasobów, aby móc zapewnić mu odpowiednią ilość energii? Jeśli mielibyśmy zrezygnować z paliw kopalnych, to czym będziemy odpowiadać na solidnie już rozbudzone aspiracje konsumpcyjne naszego gatunku? Jednym z nich może być energetyka jądrowa, jednak ta znajduje się w cieniu awarii w japońskiej elektrowni Fukushima. Wiele państw takich jak Niemcy zdecydowało się porzucić atom. Ważne jest jednak to, aby cień, jaki padł na rozwój światowej energetyki jądrowej, nie przysłonił faktu, że technologie jądrowe stanowią stabilne i pewne źródło, które nie emituje gazów cieplarnianych.

Jako świat nie posiadamy gotowej formuły, która pozwoli nam na całkowitą neutralność klimatyczną. Ale jeszcze 40 lat temu nikt nie wierzył w rewolucję komputerową. 25 lat temu nie było Facebooka ani Google’a. 15 lat temu nikt nie zakładał, że energetyka odnawialna rozwinie się w tak dynamiczny sposób. Dziesięć lat temu praktycznie nikt nie mówił o elektromobilności ani samochodach elektrycznych. A pięć lat temu nikt się nie spodziewał, że nowym paliwem początku XXI wieku będą baterie litowo-jonowe. Rozwój technologii umożliwia nam sięgnięcie po narzędzia, o których wcześniej nie myśleliśmy. W tempie, które przerasta nasze możliwości i zdolności planistyczne największych państw. I choć wyścig do energetycznej supremacji trwa, to prawdopodobnie żaden z nich nie zdobędzie panaceum. Ani na swoje, ani na klimatyczno-energetyczne bolączki świata. Wierzę jednak, że rozwiązanie się znajdzie, ale zaskoczy nas raczej nie realizacja wielkich planów, tylko przeformułowanie więzów gospodarczych, a w konsekwencji przeorze to światową politykę.

Dlatego to my sami przede wszystkim musimy się zastanowić, jak będziemy żyć i mieszkać za kilka dekad. Jakich wspólnot ludzkich chcemy, co chcemy, żeby było dla nas ważne, a bez czego możemy się obejść. Kim chcemy być jako rodzice, pracownicy, konsumenci, podróżnicy, w niezliczonych rolach, które przeznacza nam życie. Ale spośród nich jedna wymaga specjalnej uwagi – mieszkańcy miast. W porównaniu z 80 milionami w 1800 roku liczba mieszkańców miast wzrosła prawie 50-krotnie – jest ich już 3,5 miliarda. W niedalekiej przyszłości dwie trzecie ze wszystkich 9–10 miliardów mieszkańców Ziemi będzie żyło w obszarach zurbanizowanych. Dlatego już dzisiaj trzeba opracować plan, jak przygotować infrastrukturę na rozrost tkanki miejskiej. Nie tylko w państwach rozwiniętych, ale również tych, które mają aspiracje, aby się nimi stać, m.in. kraje afrykańskie. Problem z odpadami, z dostępem do energii elektrycznej czy z odbiorem ścieków zaczyna się stawać wyzwaniem nie tylko w skali regionu, ale również cywilizacyjnym i w efekcie mogącym prowadzić do katastrofy humanitarnej. Ludzkość produkuje coraz więcej odpadów, w tym plastiku, który trafia do oceanów, wpływając na wzrost ich zakwaszenia, co ogranicza ich zdolność do odgrywania roli regulatora temperatury. To z kolei wpływa na wzrost globalnego ocieplenia oraz topnienia lodowców, prowadzącego do podniesienia poziomów mórz i oceanów. A to dla wielu państw wyspiarskich oznacza całkowite zniknięcie. Świat staje się globalną wioską, gdzie wszystko, co robimy, wpływa na wszystkich. To pokazuje skalę wyzwań, z jakimi musimy się mierzyć.

Nowy model 
rozwoju świata

Porozumienie w Katowicach wykuwało się w duchu zrozumienia wyzwań i szeroko rozumianego kontekstu polityczno-gospodarczego, który często był trudny do pogodzenia. Podczas gdy jedni chcą ambitnej polityki ochrony środowiska, drudzy postrzegają je jako ograniczenie w rozwoju gospodarczego. Dlaczego państwa rozwijające się miałyby ponosić dodatkowe koszty związane z realizacją ambicji krajów rozwiniętych? Dlatego tak ważne było to, aby w całym procesie dochodzenia do porozumienia w Katowicach zapewnić, że transformacja gospodarek i dostosowanie ich do nowych wyzwań powinno się odbywać solidarnie i sprawiedliwie. Istotne jest również uświadamianie wspólnoty celu, jakim jest zbudowanie nowego modelu rozwoju świata odpowiadającego na czekające go wyzwania uwzględniające specyfikę poszczególnych państw. Dzięki odpowiedniej woli i determinacji w Katowicach udało się osiągnąć konsensus nawet w tak trudnej i skomplikowanej materii, jaką jest polityka klimatyczna.

– Michał Kurtyka, prezydent COP24

Mogą Ci się również spodobać

Unia importuje ropę z Wenezueli

Pomimo amerykańskich sankcji, firmy z państw Unii kupują ropę od nieuznawanego przez ich kraje ...

Ostatni dzień zapisów na obligacje PKN Orlen

Oprocentowanie papierów detalicznych w publicznej ofercie koncernu wynosi 2,81 proc. Czy to dużo? Niedawno ...

Gazprom: większy zysk i długi

W minionym roku gazowy gigant zarobił na czysto pięć razy więcej aniżeli w 2014 ...

Gazprom nie zdąży z Nord Stream-2

Dania zbyt późno dała Rosjanom zgodę na przejście gazociągu przez swoje wody. Gazprom musi ...

Zielińska: Świat odchodzi od paliw kopalnych w stronę OZE

Można sobie wyobrazić, że pod presją społeczeństw, ceny uprawnień do emisji CO2 będą rosły. ...

Daleko do fuzji Orlenu z Lotosem

Zgoda Komisji Europejskiej zależy głównie od tego, czy będzie zapewniona konkurencja na rynku hurtowym ...