Efektywność energetyczna doleje paliwa do polskiej gospodarki

Impulsem do oszczędności energii był szok naftowy w latach 70-tych ubiegłego stulecia - przypominali uczestnicy debaty.
Impulsem do oszczędności energii był szok naftowy w latach 70-tych ubiegłego stulecia - przypominali uczestnicy debaty.
Fotorzepa/Robert Gardziński

Potencjał oszczędzania energii jako pierwszy dostrzegł przemysł. Ale to szansa także dla gospodarstw i małych firm.

Kryzys jest szansą na rozwój i oszczędności. Przekonali się o tym Amerykanie w latach 70. po nałożeniu embarga na ropę przez kraje OPEC. Cena baryłki szybująca z poziomu 2 dol. w 1970 r. do 30 dol. w 1980 zmotywowała koncerny motoryzacyjne do poprawy efektywności silników.

Gospodarki krajów uprzemysłowionych po dźwignięciu się z szoku naftowego zaczęły intensywniej niż wcześniej myśleć o uniezależnieniu się od importu paliw i wdrażaniu alternatywnych źródeł wytwarzania energii. W Polsce o podnoszeniu efektywności energetycznej mówi się wiele, także w kontekście niewykorzystanego potencjału tego ukrytego paliwa.

Przemysł prymusem

Najszybciej dostrzegł go przemysł. Zdaniem Zbigniewa Szpaka, prezesa Krajowej Agencji Poszanowania Energii (KAPE), system białych certyfikatów się sprawdził. Otrzymują je przedsiębiorstwa inwestujące w poprawę efektywności energetycznej.

– Dotychczas wszystkie inwestycje wykonane i planowane, dla których przyznano białe certyfikaty, przyniosą 790 ktoe (tys. ton oleju ekwiwalentnego – red., 1 ktoe to 11 630 MWh – red.) oszczędności energii pierwotnej. Do 2020 r. zaoszczędzimy ponad 18 Mtoe energii pierwotnej, tj. o ok. 36 proc. więcej niż w krajowym planie działań – szacuje szef KAPE.

Największy potencjał wzrostu efektywności dostrzega dziś w budownictwie, ale tu na efekty trzeba poczekać. Z kolei biznes może krótkoterminowo nie być skłonny do oszczędzania energii, bo nastawia się raczej na zwiększanie produkcji. Uważa, że efektywność coraz częściej wiąże się z zastosowaniem odnawialnych źródeł energii (OZE).

Dr inż. Janusz Zyśk z Katedry Zrównoważonego Rozwoju Energetycznego Akademii Górniczo-Hutniczej i ekspert Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej za obszar o największym potencjale uważa także miliony nieocieplonych i źle ocieplonych polskich domów. – Patrząc na strukturę zużycia energii gospodarstw domowych, najwięcej można zaoszczędzić na ogrzewaniu i przygotowaniu ciepłej wody użytkowej – wskazuje.

Samo ciepłownictwo systemowe dokonało znaczącego skoku w materii poprawy efektywności. W Polsce wykorzystanych jest 33 tys. MW mocy na 55 tys. MW zainstalowanych. Źródła pracują ze średnią sprawnością 85 proc., a straty na przesyle wynoszą ok. 11 proc. (dane URE z 2017 r.). – To są naprawdę dobre wyniki. Wciąż jednak widzimy duże możliwości poprawy. Mamy niewykorzystany potencjał kogeneracji (jednoczesnej produkcji prądu i ciepła – red.) – twierdzi Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie (IGCP). Jak szacuje, nad Wisłą mogłoby powstać ok. 3–4 tys. MW. Wyzwaniem najbliższych lat będzie też dywersyfikacja struktury paliw ciepłowni i elektrociepłowni palących dziś głównie węglem (75 proc. źródeł ciepła systemowego korzysta z tego paliwa). Do zwiększania udziału odnawialnych źródeł (do 30 proc. w 2030 r.) sektor jest zobowiązany dyrektywą o efektywności energetycznej, wchodzącą w skład tzw. pakietu zimowego. Założeniem jest dojście do poziomu 30 proc. OZE w ciepłownictwie w 2030 r. i niższa o 1,5 proc. każdego roku sprzedaż energii ze względu na poprawę efektywności. Wyzwaniem będzie natomiast dojście do 17 proc. w OZE w 2020 r. w ciepłownictwie (ogólny cel to 15 proc. OZE w finalnym zużyciu energii). Chodzi przy tym o wykorzystanie nowych technologii, bo dziś przeważa proste spalanie biomasy. Branża czeka więc na pieniądze z programu przygotowywanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który ma finansować układy dwóch źródeł odnawialnych (jednego zależnego od pogody, a drugiego niezależnego) wraz z magazynem sezonowym lub krótkoterminowym.

Potencjał firm i gmin

Polskie firmy i domostwa mogłyby zaoszczędzić ok. 3 tys. MW – tyle co planowana siłownia atomowa.

– Dzięki szybko taniejącej technologii możemy aplikować pewne rozwiązania w zakresie optymalizacji wykorzystania energii i zarządzania nią w budynkach biurowych i nieruchomościach komercyjnych. Dzięki rozdziałowi energii elektrycznej i ciepła można uzyskać nawet o 20–30 proc. mniejsze zużycie. Z kolei ponad 40 proc. daje nam elastyczne przesuwanie zapotrzebowania z godziny na godzinę lub nawet z minuty na minutę – szacuje Grzegorz Nowaczewski, prezes VPPlant, która z zarządzania energią uczyniła swój pomysł na biznes. Jak dodaje, kolejnym etapem – po optymalizacji zużycia w ramach pojedynczych budynków – będzie uruchomienie wirtualnej elektrowni, gdzie takie na bieżąco optymalizowane budynki połączone w teleinformatyczną sieć mogą między sobą wymieniać korzyści z tytułu przesuwania chwilowego zapotrzebowania na energię. Przykładem może być stworzenie możliwości szybkiego i taniego ładowania samochodów elektrycznych na małym terenie.

To na razie wizja przyszłości. Dziś problemem jest nawet nakłonienie firm działających w centrach handlowych do wdrażania rozwiązań proefektywnościowych. Po pierwsze dlatego, że zarządca nieruchomości chowa koszty energii w cenie czynszu. Po drugie, niektóre branże, np. mięsna, ze względów marketingowych chcą wyeksponować towar, oświetlając go specjalną energochłonną żarówką.

Standardem w centrach handlowych i biurowcach stały się też klimatyzatory, które dają ulgę podczas upalnych dni lata. Ale i tu z pomocą mogłyby przyjść technologie i potencjał ciepłowniczy w naszym kraju. Zdaniem szefa IGCP kwestią czasu jest produkcja chłodu z ciepła systemowego. – Zastosowanie tego rozwiązania na szerszą skalę pomoże nam zwiększyć skalę poprawy efektywności, bo ciepło będzie wykorzystywane także latem, ale też odciąży system i umożliwi wzrost produkcji energii elektrycznej w kogeneracji – tłumaczy Szymczak. Trend powinien objąć najpierw duże miasta, gdzie najwięcej jest biurowców, a także centra handlowe. Dopiero potem przeniesie się do budynków wielorodzinnych i w końcu – jak w Finlandii – dotrze nawet na poziom budownictwa jednorodzinnego.

Sieci ciepłownicze to kapitał, którego nie sposób przecenić. W połączeniu z pobliskim zakładem przemysłowym mogą przynieść potężny efekt synergii. – Jeśli taki zakład wkomponujemy w system ciepłowniczy, to osiągamy oszczędności rzędu 20 proc. na samym starcie. Chodzi o wykorzystanie ciepła odpadowego z procesów technologicznych, które zakład i tak wypuszczałby w powietrze. Kolejne 15–20 proc. optymalizacji dają działania związane z zarządzaniem energią przez optymalizację zużycia – tłumaczy Sławomir Jurczyński, członek zarządu Veolii w Poznaniu, dyrektor ds. rozwoju i regionu. Bazą do oferowania usług poprawy efektywności u klientów jest digitalizacja. Veolia już wdraża pierwsze projekty odzysku ciepła z procesów przemysłowych i jego wykorzystanie do zasilania miejskich sieci ciepłowniczych w Poznaniu i Miasteczku Śląskim.

Przyszłością są przy tym systemy ciepłownicze oparte na licznych rozproszonych źródłach wykorzystujących odnawialne zasoby i odzyskiwane ciepło. Do lamusa odchodzić będą zaś takie z centralną jednostką ciepłowniczą. – Jeśli do takiego systemu włączymy budynki komercyjne i będziemy zarządzali ich węzłami cieplnymi, to pewne nieoptymalne elementy tego układu mogą być docelowo wyeliminowane – zauważa Nowaczewski. Jak twierdzi, zbyt wielu pośredników dostaw usług rodzi konflikty interesów. Dlatego w przyszłości sieć dystrybucyjną widzi jako magazyn energii.

Z taką wizją zgadza się Mariusz Klimczak, członek zarządu firmy GeoSolar. – Magazyny w sieci gromadziłyby nadwyżki energii produkowanej w panelach słonecznych i na farmach wiatrowych, stabilizując pracę tych źródeł i uniezależniając od warunków atmosferycznych. A to wpływałoby na zwiększanie ich efektywności – wyjaśnia.

Jak zauważa, biznes szuka dziś rozwiązań związanych z wdrażaniem własnych źródeł wytwarzania ze względu na gwałtowny wzrost cen energii. Dostrzega też potencjał tkwiący w zarządzaniu popytem. Największe oszczędności ze wskazanych 3 tys. MW potencjalnej redukcji zapotrzebowania mogą wygenerować samorządy i firmy. Te podmioty już wymieniają żarówki na energooszczędne LED. – Wymiana tego elementu daje 60–65 proc. oszczędności na redukcji mocy zainstalowanej, a u rekordzistów nawet 70 proc. – ocenia Klimczak. – Kolejne procenty uzyskuje się dzięki wdrożeniu systemów sterowania natężeniem światła np. poprzez zaprogramowanie lamp ulicznych uruchamiających się w momentach wykrycia ruchu poruszających się aut – dodaje.

Domy kopalnią oszczędności

Eksperci zgodzili się, że mamy jeszcze dużo do zrobienia w zakresie zwiększania efektywności w budownictwie. Przy czym nie chodzi tu tylko o prostą wymianę sprzętów na te energooszczędne. Zyśk przekonuje, że potencjalna oszczędność byłaby niewielka, bo sprzęty RTV i AGD konsumują tylko 7 proc. energii w naszych domach. Co więcej, gremialna wymiana lodówek czy pralek na te o klasę wyższą tylko z powodu większej efektywności energetycznej odbyłaby się z większą szkodą dla środowiska, bo do produkcji sprzętu też potrzebna jest energia. Szef KAPE twierdzi, że sprzęt o wyższej klasie efektywności energetycznej wybierają konsumenci świadomi, więc warunkiem zwiększania sprzedaży sprzętów klasy A+++ jest edukowanie społeczeństwa. Paradoksem jest fakt, że sklepy AGD-RTV do lodówki lepszej klasy dodają jako bonus czajnik, który zużywa więcej energii.

Kopalnią oszczędności będzie za to izolacja setek tysięcy nieocieplonych domów w Polsce. Temu służyć ma rządowy program „Czyste powietrze” prowadzony przez Ministerstwo Środowiska z dziesięcioletnim budżetem 103 mld zł zarządzanym przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Choć budżet wydaje się spory, to potrzeby są jeszcze większe. Z raportu Banku Światowego, z maja tego roku, wynika, że z ok. 5,5 mln domów jednorodzinnych w Polsce aż 85 proc. wymaga wymiany kotła, a 2/3 z nich jest nieocieplona. W celu rozwiązania tego problemu konieczne byłyby inwestycje szacowane na ok. 150 mld zł. – Podstawowym celem programu „Czyste powietrze” jest walka ze smogiem. Niezwykle istotnym aspektem pozwalającym zrealizować to zadanie jest stałe zwiększanie efektywności energetycznej, choć nie jest to stawiane jako cel sam w sobie, lecz jako zadanie przyczyniające się do poprawy jakości powietrza. Narzędziem ma być m.in. termomodernizacja budynków jednorodzinnych i likwidacja lub wymiana w nich nieefektywnych i wysoko emisyjnych źródeł ogrzewania – tłumaczy Przemysław Hofman, dyrektor w Departamencie Gospodarki Niskoemisyjnej Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii. Jak podkreśla, ważna jest tu jednoczesna realizacja obu działań – zmiany źródła ogrzewania i ocieplenia budynku. Wyjątkiem są sytuacje, w których domy jednorodzinne już wcześniej zostały ocieplone lub podłączone np. do sieci ciepłowniczej lub gazowniczej. Program ma zapewnić wsparcie takich inwestycji w sektorze komunalno-bytowym, bo właśnie on jest źródłem większości zanieczyszczeń wypuszczanych do powietrza.

Program „Czyste powietrze” jest prowadzony dwutorowo. Z jednej strony środki z programu NFOŚiGW mają służyć powszechnej zachęcie dla wszystkich obywateli dysponujących własnymi środkami lub zdolnością kredytową (tam dofinansowanie w postaci dotacji waha się od 30 do 90 proc., co można uzupełnić, uzyskując dodatkową pożyczkę z tego samego źródła). Z drugiej zaś państwo widzi konieczność udzielenia 100-proc. wsparcia finansowego dla gospodarstw jednorodzinnych zakwalifikowanych do grupy tzw. ubogich energetycznie. Liczbę takich gospodarstw szacuje się w Polsce na ok. 850 tys. (według badań aż 87 proc. z nich znajduje się w miastach do 100 tys. mieszkańców). Według obliczeń Instytut Badan Strukturalnych osoby dotknięte tym zjawiskiem stanowią ok. 12 proc. polskiej populacji (3,5–4 mln osób).

Dla kogo wsparcie

– Środki w pierwszej kolejności zostaną skierowane do miast do 100 tys. mieszkańców, w tym m.in. do gmin znajdujących się na liście Światowej Organizacji Zdrowia miast najbardziej zanieczyszczonych w Europie – wskazuje przedstawiciel MPiT. Rządowe pieniądze mają pokryć do 70 proc. potrzeb. Resztę zapewnią gminy z różnych źródeł. Samorządy mają też decydować o wdrażaniu najbardziej optymalnych w danym miejscu rozwiązań np. budowy sieci ciepłowniczej czy gazowej, instalacji źródeł OZE i pomp ciepła czy wymiany kopciuchów na mniej emisyjne kotły.

Zdaniem ekspertów program nastawiony na redukcję smogu jest krokiem w dobrym kierunku. Wytykają jednak jego słabe punkty. – Jeśli będziemy zamieniać kopciuchy na kotły piątej generacji, ale nadal węglowe, to zalegalizujemy na kilkanaście kolejnych lat źródła spalające paliwa kopalne. A to nie rozwiąże problemu, tylko go przedłuży – zauważa Jurczyński. Zwraca też uwagę na pominięcie ubogich mieszkających w blokach i w budynkach wielorodzinnych, których nie stać na modernizację instalacji wewnętrznej, na której generowane są olbrzymie straty.

Z kolei Szymczak przekonywał do aplikowania indywidualnych rozwiązań ciepłowniczych tylko tam, gdzie budowa sieci nie byłaby efektywna ekonomicznie. Przyznał jednak, że ciepło systemowe też będzie drożeć, ale głównie ze względu na koszty niezależne od przedsiębiorstw. – W ciepłownictwie systemowym po 2030 r. nie będzie już miejsca na węgiel. W dużych, a nawet w małych miastach do 100 tys. osób wciąż można byłoby podłączać budynki do sieci, ale w wielu wypadkach barierą jest szybki jej rozwój. Uzgodnienie jej przebiegu na terenach z wieloma właścicielami trwają nawet dwa lata i często kończą się w sądzie – wyjaśnia szef IGCP. Dlatego branża postuluje stworzenie rozwiązań legislacyjnych umożliwiających sprawniejsze inwestycje.

Prezes KAPE postulował zaś wprowadzenie do programu „Czyste powietrze” cyklicznej weryfikacji osiąganych efektów, a także uelastycznienie go m.in. poprzez dopuszczenie do grona beneficjentów małych i średnich systemów.

– 100 mld zł to dużo, ale też dużo za mało – stwierdził pragmatycznie Klimczak. Uważa, że pieniądze z programu rządowego zostaną wykorzystane nieefektywnie. Bo wymusza to system zamówień publicznych, na którym bazuje administracja. – Większą korzyścią dla środowiska byłoby przeznaczenie ich na dofinansowanie projektów przedsiębiorstw budujących systemy z wieloma źródłami słonecznymi i układami sterowania pozwalającymi na ich zarządzanie. Firmy zarabiałyby na sprzedawaniu klientom efektu, czyli komfortu cieplnego – dodaje.

Przedstawiciel MPIT zapewniał, że założeniem jest to, by to właśnie gminy wybierały najlepsze dla danej lokalizacji rozwiązania z całej ich palety. Obiecał uzupełnienie programu o narzędzia dedykowane rewitalizacji kamienic w dużych miastach, dla których idealne wydaje się doprowadzenie sieci gazowej lub cieplnej (z wyjątkiem tych objętych opieką konserwatorską, gdzie być może konieczne będą inne działania). Resort chce też wspólnie z ministrem inwestycji i rozwoju, energii i sektorem ciepłowniczym oraz gazowym wypracować regulacje ułatwiające i usprawniające inwestowanie w sieć ciepłowniczą.

Zbigniew Szpak, prezes Krajowej Agencji Poszanowania Energii

System białych certyfikatów się sprawdził. Otrzymują je przedsiębiorstwa inwestujące w poprawę efektywności energetycznej. Dotychczas wszystkie inwestycje wykonane i planowane, dla których przyznano białe certyfikaty, przyniosą 790 ktoe oszczędności energii pierwotnej. Do 2020 r. zaoszczędzimy ponad 18 Mtoe energii pierwotnej. Największy potencjał wzrostu efektywności tkwi w budownictwie. Biznes może krótkoterminowo nie być skłonny do oszczędzania energii, bo nastawia się na zwiększanie produkcji.

Dr inż. Janusz Zyśk, Akademia Górniczo-Hutnicza, ekspert Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej

Obszar o największym potencjale do poprawy efektywności energetycznej to też miliony nieocieplonych i źle ocieplonych polskich domów. Patrząc na strukturę zużycia energii gospodarstw domowych, najwięcej można zaoszczędzić na ogrzewaniu i przygotowaniu ciepłej wody użytkowej. Potencjalna oszczędność wynikająca z wymiany sprzętów RTV i AGD byłaby niewielka, bo konsumują one tylko 7 proc. energii w naszych domach.

Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie

Mamy niewykorzystany potencjał kogeneracji. Nad Wisłą mogłoby powstać ok. 3–4 tys. MW. Wyzwaniem będzie też dywersyfikacja struktury paliw ciepłowni i elektrociepłowni palących dziś głównie węglem. Założeniem jest dojście do poziomu 30 proc. OZE w ciepłownictwie w 2030 r. i niższa o 1,5 proc. każdego roku sprzedaż energii ze względu na poprawę efektywności. Wyzwaniem będzie natomiast dojście do 17 proc. w OZE w 2020 r. w ciepłownictwie (ogólny cel to 15 proc. OZE w finalnym zużyciu w 2020 r.).

Grzegorz Nowaczewski, prezes VPPlant

Dzięki szybko taniejącej technologii możemy aplikować pewne rozwiązania w zakresie optymalizacji wykorzystania energii i zarządzania nią w budynkach biurowych i nieruchomościach komercyjnych. Kolejnym etapem – po optymalizacji zużycia w ramach pojedynczych budynków – będzie uruchomienie wirtualnej elektrowni, gdzie także na bieżąco optymalizowane budynki połączone w teleinformatyczną sieć mogą między sobą wymieniać korzyści z tytułu przesuwania chwilowego zapotrzebowania na energię.

Mariusz Klimczak, członek zarządu GeoSolar

Biznes szuka dziś rozwiązań związanych z wdrażaniem własnych źródeł wytwarzania ze względu na gwałtowny wzrost cen energii. Dostrzega potencjał zarządzania popytem. Największe oszczędności są w samorządach i firmach. Te podmioty już wymieniają żarówki na energooszczędne LED. To daje 60–65 proc. oszczędności na redukcji mocy zainstalowanej. Kolejne procenty uzyskuje się dzięki wdrożeniu systemów sterowania natężeniem światła, np. poprzez zaprogramowanie lamp ulicznych

Przemysław Hofman, dyrektor w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii

Podstawowym celem programu „Czyste powietrze” jest walka ze smogiem. Niezwykle istotnym aspektem pozwalającym zrealizować to zadanie jest stałe zwiększanie efektywności energetycznej, choć nie jest to stawiane jako cel sam w sobie, lecz jako zadanie przyczyniające się do poprawy jakości powietrza. Narzędziem ma być m.in. termomodernizacja budynków jednorodzinnych i likwidacja lub wymiana w nich nieefektywnych i wysoko emisyjnych źródeł ogrzewania.

Sławomir Jurczyński, członek zarządu Veolii w Poznaniu, dyrektor ds. rozwoju i regionu

Program nastawiony na redukcję smogu jest krokiem w dobrym kierunku. Ma jednak słabe punkty. Jeśli będziemy zamieniać tzw. kopciuchy na kotły piątej generacji, ale nadal węglowe, to zalegalizujemy na kilkanaście kolejnych lat źródła spalające paliwa kopalne. To jednak nie rozwiąże problemu, tylko go przedłuży. W programie „Czyste powietrze” pominięto też ubogich mieszkających w blokach i w budynkach wielorodzinnych, których nie stać na modernizację instalacji wewnętrznej, na której generowane są olbrzymie straty.

Mogą Ci się również spodobać

Ukraina sprzedała online gazowe koncesje

Pierwsze trzy złoża gazu wystawione na sprzedaż w systenie online przez ukraiński rząd znalazły ...

JSW chce przejąć PBSz od Kopeksu

Przegląd najciekawszych newsów z branży energetycznej ::”Wirtualny Nowy Przemysł”: Kolos, brytyjsko-australijski BHP wskazuje kierunki ...

Przemysł zaniepokojony przepisami o kogeneracji

Przedłużają się prace nad ustawą kogeneracyjną. Regulator niepokoi się, że nowe wsparcie nie wejdzie ...

#RZECZoBIZNESIE: Klara Foryciarz: Jak ratować klimat w dobie kapitalizmu

Trzeba się zastanowić jak dogadać się z kapitalizmem, aby ten system działał i żebyśmy ...

OPEC traci udział w rynku, ale pompuje bez zmian

Udział krajów OPEC w światowym rynku ropy zmalał do 30 proc. – poziomu najniższego ...

Wkrótce słońce stanie w szranki z wiatrem

U progu kolejnej dekady elektrownie słoneczne będą drugą co do wielkości technologią odnawialną w ...