Polska elektromobilność na hamulcu

Rząd chce, by w 2025 roku po polskich drogach jeździł milion aut elektrycznych .
Rząd chce, by w 2025 roku po polskich drogach jeździł milion aut elektrycznych .
Shutterstock

Zainteresowanie samochodami elektrycznymi jest ciągle znikome. Powód? Ceny i brak infrastruktury.

Elektromobilność jako koło zamachowe polskiej gospodarki, milion samochodów elektrycznych na naszych drogach w 2025 roku, produkcja własnych pojazdów napędzanych prądem – to jedne z kluczowych priorytetów gospodarczych polskiego rządu.

Przygotowane zmiany w prawie mają pchnąć do przodu ich realizację. Będzie to trudne, bo z jednej strony zainteresowanie samochodami elektrycznymi w naszym kraju jest znikome. Z drugiej – brakuje niezbędnej dla nich infrastruktury.

Brak ładowarek

Rozwój tej ostatniej ma stymulować system regulacyjny pozwalający na budowę publicznej infrastruktury ładowania pojazdów o napędzie elektrycznym. Ustawa określa minimalną liczbę punktów ładowania, które mają zostać zainstalowane w gminach do 31 grudnia 2020 r. Chodzi o 6 tys. standardowych punktów ładowania energią elektryczną, 400 punktów ładowania o dużej mocy i 70 stacji tankowania CNG.

W pierwszych latach infrastruktura będzie rozwijana w oparciu o zasady rynkowe. Oznacza to możliwość budowy ogólnodostępnych stacji ładowania w drodze otwartych przetargów. Jeśli jednak okaże się, że rynek zawodzi, a wskazana minimalna liczba nie została osiągnięta przed 15 stycznia 2020 r., ciężar rozwoju infrastruktury będzie spoczywał na operatorach sieci dystrybucyjnych.

Jak dotąd infrastruktura ładowania jest w Polsce śladowa. Według Europejskiego Obserwatorium Rynku Paliw Alternatywnych (EAFO) w całej Polsce na początku listopada dostępne były 682 ładowarki, podczas gdy w prawie czterokrotnie mniejszej Austrii jest ich przeszło siedmiokrotnie więcej.

Do tej pory ładowarki stawiały głównie koncerny energetyczne. Niedawno program budowy swojej sieci rozszerzył Orlen. Wytypował w tym celu łącznie 150 stacji paliw, położonych zarówno w miastach, jak i przy trasach tranzytowych.

W I etapie pilotażu, do końca 2019 r., zostanie uruchomionych ok. 50 szybkich punktów ładowania. W ramach projektu do 2019 r. kierowcy aut elektrycznych mają mieć możliwość przejechania całej Polski głównym szlakami komunikacyjnymi, ładując pojazdy na stacjach należących do koncernu.

Lokalizacje dla punktów szybkiego ładowania przy głównych drogach europejskiej sieci TEN-T wytypowała także Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad GDDKiA. Jednak nie brakuje sceptyków co do powodzenia planów.

– Zważywszy na niewielką liczbę samochodów elektrycznych, zarówno operatorzy stacji, jak i firmy mające budować stacje ładowania mogą dojść do wniosku, że przedsięwzięcie nie będzie się opłacać – słychać w GDDKiA.

Co prawda, pojawiają się kolejne inicjatywy: w listopadzie pierwsze ładowarki zaczęła uruchamiać kolej. Pierwsze urządzenia pojawiły się na Śląsku, przy dworcach Katowice, Katowice-Ligota, Częstochowa i Gliwice. Korzystanie ze stacji nie wymaga rejestracji, posiadania specjalnych kart dostępu czy aplikacji. W pierwszych miesiącach ładowanie ma być darmowe.

Planowany jest montaż kolejnych urządzeń przy wybranych dworcach w innych województwach. Do końca 2018 r. PKP zamierza uruchomić dziesięć ładowarek, m.in. w Gdańsku i Warszawie. Ale to za mało, by wpłynąć na wzrost zainteresowania samochodami na prąd.

Słabe zainteresowanie

Zwłaszcza że sprzedaż samochodów elektrycznych jest poniżej oczekiwań nawet na najbogatszych i największych europejskich rynkach. Przykładem są Niemcy: choć w I półroczu 2018 r. zarejestrowano tam 17,3 tys. aut na prąd, co stanowi wzrost o prawie 69 proc. w ujęciu rocznym, to według Narodowej Platformy Elektromobilności (NPE) będącej ciałem doradczym niemieckiego rządu założony przez niemiecki rząd cel miliona „elektryków” na drogach w roku 2020 jest nierealny do zrealizowania.

– Musimy powiedzieć szczerze: mimo całego postępu w dziedzinie elektromobilności niektóre sprawy trwają trochę dłużej, niż zakładaliśmy to osiem lat temu – powiedziała kanclerz Angela Merkel podczas wręczania jej najnowszej analizy NPE.

Główne przeszkody w dojściu do celu to wciąż wysokie ceny samochodów elektrycznych w porównaniu z autami z napędem spalinowym, zbyt mały zasięg, za mała liczba stacji ładowania.

Jak wynika z informacji Federalnego Zrzeszenia Gospodarki Energetycznej i Wodnej, dla właściwej obsługi miliona samochodów elektrycznych potrzeba w Niemczech 70 tys. zwykłych i 7 tys. szybkich ładowarek. W tej chwili jednak w całym kraju jest tylko 13,5 tys. dostępnych powszechnie lub częściowo stacji ładowania, a z nich tylko 13 proc. stanowią najbardziej pożądane przez kierowców szybkie ładowarki – wylicza Deutsche Welle.

Mogą Ci się również spodobać

Debata: Jak zapewnić bezpieczeństwo energetyczne w Polsce

Zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego to jeden z priorytetów nie tyko polskiego rządu, ale także całego ...

Ropa do zamrażarki?

Podczas dzisiejszego szczytu OPEC eksporterzy mogą zamrozić wydobycie. Ale na wyższym poziomie, niż planowano. ...

Rosjanie porozumieli się z Arabią Saudyjską. Ropa drożej

1 lipca zaczęła się ministerialna konferencja OPEC. Ma potrwać dwa dni. Ale decyzja, jaką ...

Ropa z Iranu dotarła do Europy

Pierwszy tankowiec w irańską ropą zacumował w europejskim porcie. Odbiorcą jest rafineria z Hiszpanii. ...

Rząd broni węgla w zgodzie z Unią

Minister energii chce wypracowania nowego modelu wsparcia dla elektrociepłowni. Mimo że będą oparte głównie ...

Maciej Woźniak: PGNiG chce handlować gazem na całym świecie

Staramy się maksymalnie wykorzystać potencjał LNG – mówi Maciej Woźniak, wiceprezes PGNiG, gość programu ...